Niedziela, 11 marca 2018
IV NL WIELKIEGO POSTU B – LÆTARE
W pierwszym czytaniu Słowa Bożego słuchamy dziś opisu faktów, jakie się działy za króla żydowskiego Sedecjasza. Został on ustanowiony przez władcę babilońskiego Nabuchodonozora w miejsce swego brata Jechoniasza. Panował w Jerozolimie jedenaście lat, ale nieciekawe były te rządy. Pismo święte krótko zaznacza, że król czynił to, co jest złe w oczach Boga, nie chciał też słuchać głosu proroka Jeremiasza, działającego w imieniu Jahwe. Ten zły przykład władcy naśladowali naczelnicy, kapłani i lud, a więc cały naród mnożył nieprawości. Zapomniano o przymierzu zawartym z prawdziwym Bogiem i zaczęto naśladować wszelkie obrzydliwości narodów pogańskich, bezczeszcząc nawet samą świątynię w Jerozolimie. Pan Bóg chciał przestrzec swój naród i odwrócić go od złych czynów, dlatego wysyłał do niego swoich posłańców. Niestety, nie skorzystano z tej zbawiennej okazji, a nawet szydzono z Bożych wysłanników.
Dotkliwa kara nawiedziła naród wybrany; Chaldejczycy spalili świątynię i zburzyli mury Jerozolimy. Król próbował ratować się ucieczką, ale został schwytany w pobliżu Jerycha. Przyprowadzono go przed Nabuchodonozora. Ten polecił zabić na oczach ojca jego synów, króla zaś pozbawić wzroku i deportować do Babilonu. Tam zakończył swoje życie na wygnaniu ten, który sprzeniewierzył się Panu i przywiódł do grzechu swój lud. Kara dotknęła również podwładnych: poważna część zginęła od miecza, resztę uprowadzono do Babilonu, gdzie rozpoczęły się trudne chwile siedemdziesięcioletniej niewoli.
Ale Bóg nie mógł zapomnieć o swoim dziedzictwie. Król perski Cyrus pozwala Żydom powrócić do swojej ojczyzny i odbudować świątynię.
Niewola babilońska była nie tylko karą za grzechy narodu wybranego, ale stała się ponadto symbolem jarzma, w jakie zostaje zakuty każdy człowiek przez grzech, czyli przez świadome i dobrowolne naruszenie woli Bożej. Stąd też i uwolnienie z niewoli babilońskiej było figurą tego wyzwolenia, jakie całej ludzkości miał przynieść Jezus Chrystus. Ten właśnie temat podejmuje św. Paweł w czytanym dziś fragmencie listu do Efezjan. Apostoł tłumaczy najpierw, że grzech sprowadza nie tylko niewolę, ale powoduje po prostu śmierć; na skutek występków człowiek umiera. Oczywiście mamy tutaj pewną przenośnię, która dobrze obrazuje stan człowieka żyjącego w grzechu. Chociaż grzech nie powoduje śmierci duszy, jednak zrywając przyjaźń z Bogiem odcina człowieka od prawdziwie życiodajnych soków, które gwarantują pełnię życia. W ten sposób grzech odwraca naturalny porządek rzeczy, bo skierowuje człowieka ku sobie, skazując go na wegetację. Grzesznik staje się niewolnikiem własnych namiętności, niewola zaś powoduje uśmiercenie prawdziwej wolności, do której zostaliśmy powołani.
Na tle tak pojętej rzeczywistości grzechu rysuje Apostoł nieskończoną miłość Boga, który umarłych na skutek występków razem z Chrystusem przywraca do życia. To przejście ze śmierci do życia nie da się porównać z żadnym innym wydarzeniem z historii zbawienia; znacznie przewyższa wyzwolenie narodu wybranego z niewoli babilońskiej, choć zachowuje pewne do niego podobieństwo. Zostaliśmy bowiem razem z Chrystusem wskrzeszeni z martwych i razem z Nim posadzeni na wyżynach niebieskich. Św. Paweł wielokrotnie podkreśla, że Chrystus jest pierworodnym wszelkiego odkupionego stworzenia, stąd jego dzieje stają się właściwie dziejami tych, którzy łączą się z Nim przez wiarę.
Rozmowa Chrystusa z Nikodemem, której fragment przedstawia dzisiejsza Ewangelia, daje nam okazję podjąć dalsze rozważania na temat poruszony przez św. Pawła. Sam Syn Boży na początku swojej publicznej działalności oświadcza, że Bóg Ojciec tak umiłował świat, iż Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. Od razu też tłumaczy, co jest najwyższym wyrazem tej miłości: stał się nim krzyż, na którym zostanie podwyższony Syn Człowieczy.
Ewangelista mocno podkreśla, że każdy może wierzyć w Chrystusa i uchronić się w ten sposób od śmierci oraz zyskać życie wieczne. Wypada tu dodać, że św. Jan już na początku swej Ewangelii zaznacza, iż Słowo odwieczne po to stało się Ciałem, aby oświecić każdego człowieka przychodzącego na ten świat. Wszystko to jest niewątpliwie znakiem wielkiej miłości Ojca, ukazanej w Jezusie Chrystusie; ale tutaj zaczyna się tryumf człowieka albo jego tragedia. Wprawdzie Syn Człowieczy dla wszystkich został podwyższony nad ziemię i pragnie wszystkich pociągnąć ku sobie, jednak nie wszyscy zechcą skorzystać z tej wspaniałej szansy. Chociaż Bóg nie posłał na świat swojego Syna dla dokonania sądu, lecz sąd się dokonuje.
