Niedziela, 10 czerwca 2018 X NIEDZIELA ZWYKŁA B
Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże został wezwany do świadomego i dobrowolnego wybrania tych dóbr, jakie mu przygotowała dobroć Stwórcy. Odpowiedzią miało być wyrażenie zaufania i okazanie całkowitego posłuszeństwa kochającemu Bogu. Człowiek nie dał pozytywnej odpowiedzi, lecz zachwiał się w nadziei. Owszem, próbował nawet niepoważnie się usprawiedliwiać: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam”.
Niekonsekwencja człowieka nie potrafiła jednak zmienić konsekwencji Boga, który przeznaczył do życia wiecznego stworzoną przez siebie istotę rozumną. Stąd już w raju pierwsza zapowiedź odkupienia. W tej zapowiedzi jawią się dwie postacie: niewiasty i jej potomka. Wprawdzie Bóg nie podał jeszcze ich imion, ale zaznaczył to, co jest istotne: szatan, który przed chwilą odniósł zwycięstwo i zdawał się tryumfować, zostanie kiedyś pokonany przez potomka niewiasty. Słusznie tę zapowiedź nazwano „Protoewangelią”, czyli pierwszą dobrą nowiną. W ten też sposób Pan Bóg, który z miłości stworzył człowieka, w swoim nieskończonym miłosierdziu zamierza go odkupić wtedy, gdy ten przez niewierność zasłużył na potępienie.
Zwłaszcza w życiu chrześcijanina powinno się dokonywać stale przeciwstawne działanie. Z dnia na dzień nieuchronnie niszczeje w nas człowiek zewnętrzny. Takie jest bowiem prawo życia doczesnego, że od chwili narodzenia zaczynamy się zbliżać do śmierci. Widocznym tego objawem, głównie w podeszłym wieku, jest wyraźne niszczenie „zewnętrznego człowieczeństwa”. Byłoby to jednak naprawdę czymś tragicznym, gdyby temu nie towarzyszyło potęgowanie się i wzrastanie wewnętrznego człowieka, a więc tego, który świadomie nawiązał łączność z Bogiem poprzez Jezusa Chrystusa.
Stałe wewnętrzne bogacenie się jest równocześnie przygotowywaniem sobie niezniszczalnego mieszkania w niebie. Świadomość tego stanowi podstawę naszej chrześcijańskiej nadziei, która się nie zachwieje nawet w obliczu nadchodzącej śmierci.
Aby jednak tak rzeczywiście się działo, musimy być przeniknięci duchem wiary i zdobyć przy pomocy łaski to głębokie przekonanie, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam. Mając takie przekonanie, nie żałujemy wysiłku w pracy nad sobą, bo wierzymy, że dzięki temu łączymy się coraz ściślej z Chrystusem, który pierwszy poszedł do nieba, by tam przygotować nam miejsce.
Zgodnie z dawną zapowiedzią, Jezus narodzony z Maryi przyszedł na ziemię, aby zmiażdżyć głowę szatana. Ten ostatni nie chciał się od razu uznać za pokonanego. Znajduje posłuch u wielu współczesnych Jezusowi. Zamiast przeto przyjąć z radością głoszone przez Mesjasza królestwo Boże, przeciwstawiają się Mu, posądzając nawet o kontakt z szatanem albo „o odejście od zmysłów”. Stanowiło to niesłychaną zuchwałość ze strony przeciwników Chrystusa. Płynęła ona częściowo z ignorancji, ale była jednocześnie poważnie zawiniona i dlatego Chrystus mówi o nieodpuszczeniu takiego grzechu. Nazywa go „bluźnierstwem przeciw Duchowi Świętemu”, czyli jakąś niezrozumiałą zatwardziałością serca. Przeciwnicy Chrystusa byli tak zaślepieni, że nie dopuszczali do głosu nawet zdrowego rozsądku. Skoro bowiem posądzali Jezusa, że mocą szatana wyrzuca złe duchy, to tym samym dochodzili do absurdu, bo dopuszczali możliwość podziału królestwa szatańskiego. Tak więc szatan występowałby przeciw szatanowi. Ponadto mieli możność zauważyć również inne znaki mesjańskiego posłannictwa Chrystusa, ale nie dopuszczali tego do swojej świadomości. W ten sposób przeciwstawiali się oczywistej prawdzie i doprowadzali do zatwardziałości i uporu, co praktycznie uniemożliwia nawrócenie.
Dobra Nowina przyniesiona przez Chrystusa musi być przyjęta świadomie i dobrowolnie przez każdego człowieka. Trzeba też na wzór Mistrza nauczyć się pełnić w życiu codziennym wolę Ojca. W ten sposób zaciągamy jakby pokrewieństwo z Chrystusem, stając się Jego matką, siostrami i braćmi.
Mamy zatem ukazane dwie postawy człowieka. Obydwie mają odniesienie do Mesjasza. Postawa uczonych w Piśmie, odrzucająca z góry Chrystusa, musi być dla wszystkich poważnym ostrzeżeniem. Oczywiście nie od razu pojawia się taka twardość serca. Jest ona następstwem uporczywego przeciwstawiania się łasce Bożej, która w różnej formie przychodzi do człowieka, najczęściej w postaci tzw. dobrych natchnień. Człowiek zaczyna powoli schodzić coraz bardziej na własną drogę i po swojemu wszystko układać. W konsekwencji może dojść do całkowitego zerwania łączności z Bogiem.
Diametralnie różna jest postawą tych, którzy pilnie studiują Ewangelię i podejmują stały wysiłek, by zgodnie z nią układać życie. Każde zwycięstwo nad egoizmem oraz innymi wadami, każde posłuszeństwo głosowi sumienia przybliża chrześcijanina do Boga.
