„Kimże będzie to dziecię? Bo moc Pańska była z nim”. W domu Zachariasza panuje atmosfera wielkiej radości, ponieważ Elżbieta, która przez długi czas była bezpłodna, doczekała się wreszcie syna.
Nic w tym dziwnego, że i sąsiedzi zjawili się w domu Zachariasza, ażeby radować się wspólnie z uszczęśliwionymi rodzicami.
Zauważmy jednak, że w dniu narodzin Jana Chrzciciela pojawia się pytanie, wybiegające daleko w przyszłość: „Kimże będzie to dziecię?”
Gdy idzie o osobę św. Jana Chrzciciela, to dokładnie wiemy, jaką dał on odpowiedź na pytanie, które stawiano w dniu jego narodzin. Najkrócej rzecz ujmując trzeba stwierdzić, że wspaniale wypełnił zadanie, jakie mu Bóg wyznaczył, czyli dobrze skorzystał z „mocy Pańskiej”, która ukazała się nie tylko w dniu jego narodzin, ale towarzyszyła mu przez całe życie.
Usłyszeliśmy dziś świadectwo o Janie, pochodzące z ust świętego Pawła, przemawiającego w Antiochii Pizydyjskiej. Apostoł przypomniał bardzo charakterystyczny moment z życia poprzednika Pańskiego. Kiedy mianowicie stanął nad brzegami Jordanu i głosił chrzest pokuty, wielu zaczęło go uważać nie tylko za jednego z proroków, ale wyrażano przekonanie, że jest on Mesjaszem. Wtedy Jan zdecydowanie oświadczył: „Ja nie jestem tym, za kogo mnie uważacie”. Wskazał natomiast na Chrystusa, którego on, Jan, tylko zapowiadał, któremu miał przygotować drogę. Owszem, czyni przy tej okazji wyznanie, które świadczy o jego głębokiej pokorze: „Ja nie jestem godzien rozwiązać sandałów na Jego nogach”.
Ewangelie ukazują nam również dalszą historię życia Jana Chrzciciela. Dowiadujemy się z niej, że pozostał on wierny swemu powołaniu aż do końca. Jak wiadomo, musiał położyć swoją głowę pod topór kata, aby w ten sposób dać świadectwo prawdzie. Nie uląkł się wtedy i nie załamał, bo wiedział, że towarzyszy mu „moc Pańska”.
Taką Jan dał odpowiedź na pytanie, które stawiano w dniu jego narodzin: „Wszyscy brali to sobie do serca i pytali: kimże będzie to dziecię”? Jan Chrzciciel wspaniale zapisał historię swego życia, pozostał wierny swojemu powołaniu do końca, dobrze skorzystał z „mocy Pańskiej”, która stale mu towarzyszyła.
Nie wiemy, czy w dniu naszych narodzin stawiano pytanie dotyczące naszej przyszłości, ale nie ulega wątpliwości, że można je postawić w dniu narodzin każdego człowieka. Przeżywając dziś uroczystość narodzin poprzednika Pańskiego powinniśmy sobie uświadomić, że wszyscy tutaj zebrani przeżyliśmy podwójne narodziny. Najpierw te naturalne, z ziemskiej matki. Już wtedy zostaliśmy obdarzeni przez Boga licznymi darami, tak że można było w nasze usta włożyć słowa, które powtarzaliśmy w psalmie: „Sławię Cię, Panie, za to, żeś mnie stworzył”. Ale jeszcze bardziej trzeba by te słowa odnieść do drugiego naszego narodzenia, kiedy to w sakramencie chrztu zostaliśmy odrodzeni z wody i z Ducha Świętego. Pan Jezus nazwał to wyraźnie powtórnymi narodzinami człowieka. Wtedy to zostaliśmy włączeni do wielkiej rodziny dzieci Bożych, otrzymaliśmy Ducha przybrania, w którym wołamy do Boga tym najpiękniejszym słowem: Abba.
Zarówno pierwsze, jak i drugie narodziny postawiły przed nami określone zadania. Od chwili dojścia do świadomości sami zaczęliśmy pisać historię naszego życia ludzkiego i zarazem chrześcijańskiego, znaleźliśmy się w tym szczęśliwym położeniu, że dary naturalne, dawane każdemu człowiekowi przychodzącemu na ten świat, możemy obficie wzbogacać owocami odkupienia dokonanego przez Chrystusa. Obecnie jesteśmy jakby w trakcie pisania naszej historii. Stąd, gdy w dniu dzisiejszym przeżywamy wspomnienie narodzin św. Jana Chrzciciela i gdy uświadamiamy sobie, jak pięknie zapisał on karty swojej historii, jak wspaniałą odpowiedź dał na pytanie, stawiane w dniu jego narodzin: „Kimże będzie to dziecię?” – musimy przeżyć chwilę refleksji, zastanowienia się nad treścią pisanej przez nas historii. Ile jest w niej prawdziwej i pełnej odpowiedzi na Boże wezwanie, skierowane do nas w dniu naszego chrztu, jak wypełniamy zobowiązania chrześcijańskie, jak korzystamy z mocy Bożej, która towarzyszy nam na drogach naszego życia?
Uczestnicząc w Ofierze eucharystycznej spotykamy się bezpośrednio z Tym, którego Jan zapowiadał i do którego drogę stale nam ukazuje nie tylko słowem, ale i przykładem życia. Tu najlepiej powinniśmy pojąć obowiązek ustawicznego włączania się w tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, aby zawsze zwyciężało w nas dobro.
