Przy ołtarzu Pańskim gromadzi nas potrzeba serca, szukamy spotkania z Tym, który jest naszym Zbawicielem i umiłował nas, aż do oddania swego życia w Ofierze. W liturgii Słowa otrzymujemy pouczenie, jak powinna wyglądać nasza postawa życiowa, aby mieć prawo nawiązać ścisłą łączność z Chrystusem, a przez uobecnienie Ofiary krzyża doznajemy wzmocnienia, które pozwala nam naśladować Mistrza.
Wiemy jednak o tym, że spotkanie dokonujące się podczas Mszy św. wymaga czystości serca i dlatego najpierw przyznajemy się do sprzeniewierzeń, które miały miejsce w naszym życiu, zwłaszcza od ostatniego spotkania z Bogiem w Ofierze eucharystycznej.
PIERWSZE CZYTANIE – Hi 38, 1. 8-11
Bóg jest władcą morza
Czytanie z Księgi Hioba
Z wichru Pan zwrócił się do Hioba i rzekł:
«Kto bramą zamknął morze, gdy wyszło z łona wzburzone,
gdy chmury mu dałem za ubranie, za pieluszki – ciemność pierwotną?
Złamałem jego wielkość mym prawem,
wprawiłem wrzeciądze i bramę. I rzekłem:
Aż dotąd, nie dalej! Tu zapora dla twoich fal nadętych».
Oto słowo Boże.
DRUGIE CZYTANIE – 2 Kor 5, 14-17
Wszystko stało się nowe
Czytanie z Drugiego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Miłość Chrystusa przynagla nas,
pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli.
A właśnie za wszystkich umarł Chrystus
po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie,
lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał.
Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała;
a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa,
to już więcej nie znamy Go w ten sposób.
Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem.
To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.
Oto słowo Boże.
EWANGELIA – Mk 4, 35-41
Uciszenie burzy na jeziorze
Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów:
«Przeprawmy się na drugą stronę».
Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi.
Także inne łodzie płynęły z Nim.
A nagle zerwał się gwałtowny wicher.
Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą.
On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu.
Zbudzili Go i powiedzieli do Niego:
«Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?»
On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora:
«Milcz, ucisz się!» Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.
Wtedy rzekł do nich:
«Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!»
Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą:
«Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»
Oto słowo Pańskie.
KOMENTARZ
Praktyka życiowa stwierdza, że stosunkowo najmniej niewierzących spotyka się wśród astronomów oraz innych badaczy wszechświata. Kiedy bowiem obserwują niezmierzony ogrom wszechświata, kiedy odkrywają coraz to nowe światy i dostrzegają jednocześnie wszędzie niezwykłą harmonię i celowość – jakoś mimo woli – wznosi ich umysł do tego, który jest autorem wspaniałych dzieł.
Anglik Izaak Newton (+ 1727), który odkrył m.in. prawo powszechnego ciążenia, udawał się codziennie na modlitwę do kaplicy uniwersyteckiej. Na słowo „Bóg” głowę odkrywał i zawsze z najwyższą czcią i uwielbieniem wyrażał się o Bogu. Kiedy raz ktoś wobec niego ośmielił się zażartować z religii, Newton uciszył go mówiąc: „Milcz pan, ja te rzeczy głębiej zbadałem!” Ostatnie dni swego życia poświęcił Newton badaniu Apokalipsy św. Jana.
Przeciętny człowiek uzbrojony tylko w naturalne oko nie ma możności sięgać zbyt daleko w otaczający go świat; ale przecież i on ma okazję codziennie podziwiać piękno i potęgę Stwórcy wyrażoną w istotach i rzeczach powołanych przez Niego do istnienia.
Nic przeto dziwnego, że gdy Bóg chciał podnieść na duchu załamanego cierpieniem sprawiedliwego Hioba, to przede wszystkim przypomniał mu potęgę Bożą wyrażoną w otaczającym nas świecie.
Jest obowiązkiem chrześcijanina mieć stale w pamięci to, co Chrystus uczynił dla wszystkich ludzi: oddał za nas swoje życie: „Jeden umarł za wszystkich”. Chodzi jednak nie tylko o to, by stale przypominać sobie ten fakt. Idzie o coś znacznie więcej. Ten fakt należy kontemplować i wyciągać z niego zbawienne wnioski dla naszego codziennego życia. A wniosek narzuca się prosty: skoro Chrystus dla nas umarł i zmartwychwstał – to nabył do wszystkich specjalne prawo i odtąd każdy powinien żyć już nie dla siebie, ale dla Chrystusa. Inaczej rzecz ujmując, trzeba postępować zgodnie z prawem ewangelicznym. Wtedy nawiązujemy ścisłą łączność z naszym Zbawicielem i śmiało możemy powiedzieć, że pozostajemy w Chrystusie.
Nie stanowi to jednak ze strony Chrystusa jakiegoś zniewalania człowieka, zmuszania go do tego, by podjął życie w pełni chrześcijańskie. Przeciwnie, ma to być logiczną odpowiedzią na miłość Zbawiciela ukazaną w podjęciu przez Niego śmierci. Skoro On nas pierwszy umiłował i to w sposób najwyższy, to właściwie z naszej strony nie może być innej odpowiedzi jak miłość. W tym sensie mówi Apostoł: „Miłość Chrystusa przynagla nas”.
Chrystus podjął w swoim nauczaniu zaproponowany Hiobowi sposób szukania Boga i dlatego kazał uczniom patrzeć na lilie polne, na ptaki i podziwiać przedziwną Opatrzność Bożą. Owszem, uczynił jeszcze coś więcej, bo pokazał, że właśnie On jest Panem wszechświata. W ten sposób wobec swoich uczniów stwierdzał własne posłannictwo mesjańskie.
Dziś ucisza rozszalałe żywioły wielkiego jeziora. Groziły one zatonięciem łodzi, w której On się znajdował i Jego uczniowie. Ci ostatni byli przerażeni, że Mistrz spokojnie śpi, podczas gdy łódź jest rzucana po falach jak łupina i napełnia się już wodą. Budzą więc Chrystusa i wołają: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” W tych słowach zawierał się brak ufności. A przecież już nieraz byli świadkami znaków dokonywanych przez Chrystusa. Dlatego uczniowie zasłużyli na wyrzut: „Jakże wam brak wiary!”
Każdy chrześcijanin ma obowiązek zawierzyć Chrystusowi i to w każdej chwili życia, a więc nie tylko wtedy, gdy wszystko pomyślnie się układa, lecz nade wszystko w tych momentach, kiedy przeciwności życiowe zdają się miotać łódką naszego życia. Nie wolno nam zapomnieć, że razem z nami jest zawsze Chrystus; On nigdy nie zawodzi – jeśli tylko dochowujemy wierności, a więc staramy się być Jego dobrymi uczniami.
Żyć dla Chrystusa, ks. Edward Staniek
Apostołowie, doświadczeni rybacy, w obliczu zagrożenia ze strony wichru i wysokiej fali myśleli o swoim ocaleniu. Mieli blisko Jezusa, który spał w tonącej łodzi zmęczony całodzienną pracą. Bezradni, doszli do wniosku, że należy Go obudzić, i to w trosce nie o Jego życie, lecz o swoje. On dla nich w tej sytuacji nie był wcale taki ważny. Ważne było ich życie. Wyrazili to w słowach: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. Nawet w tej sytuacji myśleli o sobie, a nie o Nim. Nie powiedzieli bowiem: Mistrzu, toniemy. Ty razem z nami, a my razem z Tobą. Jezus uciszył wicher. Oni ze zdumieniem pytali, kim On właściwie jest, skoro wicher i jezioro są mu posłuszne.
Oto klasyczny przykład życia na własnej orbicie, broniącej własnych interesów. Jezus chciał im wskazać potrzebę przejścia na Jego orbitę. Potrzebę życia nie dla siebie, bo takie życie jest krótkowzroczne i ostatecznie staje się życiem bez sensu. Człowiek bowiem nie jest w stanie wyjść poza swoją orbitę życia. Jeśli jednak ustawi życie na orbicie Chrystusa, wówczas sam zostanie ocalony, a każda godzina przeżyta nie dla siebie, ale dla Chrystusa, będzie mieć swój głęboki sens.
Święty Paweł pyta właśnie o to. On pod Damaszkiem przestawił swe życie z orbity „dla siebie”, na orbitę „dla Chrystusa”. Wówczas dostrzegł sens wszystkiego, co czyni, i wszystkiego, co go spotyka. Życie dla Chrystusa, który za nas umarł i zmartwychwstał, jest fantastyczną lokatą doczesnych wysiłków i wszystkiego, co człowiek na ziemi posiada. To jedyna lokata, której nie dosięga żaden kryzys. Ona jest w stu procentach pewna.
Święty Paweł to przeżył i bardzo zależy mu na tym, by i Koryntianie dostrzegli sens takiej inwestycji. Życie ma sens, gdy się żyje dla tego, kto nie obawia się śmierci, która kasuje wszystko, co człowiek posiada na swoim koncie. Jeśli jednak jest to konto Chrystusa, śmierć nie jest w stanie nic skasować.
