Słowo

XXX NIEDZIELA ZWYKŁA – ROK B – 24.10.2021

W sakramencie chrztu zostaliśmy poświęceni przez odrodzenie i namaszczenie Duchem Świętym jako dom duchowy i święte kapłaństwo. Daje nam to prawo stawania przy ołtarzu i włączania się w sprawowanie Ofiary Ciała i Krwi Chrystusa. Nie może to jednak nigdy nastąpić, jeśli nie ma wśród zgromadzonych człowieka, który w sposób szczególny uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa. Tylko on bowiem może w zastępstwie Chrystusa sprawować ofiarę eucharystyczną i składać ją Bogu w imieniu całego ludu. Wierni zaś na mocy swego królewskiego kapłaństwa współdziałają w ofiarowaniu Eucharystii.
Z tej racji w czasie sprawowania Eucharystii najlepiej ukazuje się wzajemne powiązanie kapłaństwa wiernych i kapłaństwa hierarchicznego.

 

PIERWSZE CZYTANIE – Jr 31, 7-9
Pan wybawił swój lud

Czytanie z Księgi proroka Jeremiasza

Tak mówi Pan:
«Wykrzykujcie radośnie na cześć Jakuba,
weselcie się pierwszym wśród narodów!
Głoście, wychwalajcie i mówcie:
Pan wybawił swój lud, Resztę Izraela!
Oto sprowadzę ich z ziemi północnej
i zgromadzę ich z krańców ziemi.
Są wśród nich niewidomi i dotknięci kalectwem,
kobieta brzemienna wraz z położnicą: powracają wielką gromadą.
Oto wyszli z płaczem, lecz wśród pociech ich przyprowadzę.
Przywiodę ich do strumienia wody równą drogą,
nie potkną się na niej.
Jestem bowiem ojcem dla Izraela,
a Efraim jest moim synem pierworodnym».

Oto słowo Boże.

 

DRUGIE CZYTANIE – Hbr 5, 1-6
Chrystus kapłanem na wieki

Czytanie z Listu do Hebrajczyków

Każdy arcykapłan spomiędzy ludzi brany,
dla ludzi jest ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga,
aby składał dary i ofiary za grzechy.
Może on współczuć tym, którzy nie wiedzą i błądzą,
ponieważ sam podlega słabości.
I ze względu na nią powinien tak za lud, jak i za samego
siebie składać ofiary za grzechy.
A nikt sam sobie nie bierze tej godności,
lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron.
Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą
przez to, iż stał się arcykapłanem,
ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego:
«Ty jesteś moim Synem, Ja Cię dziś zrodziłem»,
jak i w innym miejscu:
«Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka».

Oto słowo Boże.

 

EWANGELIA – Mk 10, 46b-52
Uzdrowienie niewidomego z Jerycha

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha,
niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze.
A słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać:
«Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!»
Wielu nastawało na niego, żeby umilkł.
Lecz on jeszcze głośniej wołał:
«Synu Dawida, ulituj się nade mną!»
Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go».
I przywołali niewidomego, mówiąc mu:
«Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię».
On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa.
A Jezus przemówił do niego:
«Co chcesz, abym ci uczynił?»
Powiedział Mu niewidomy:
«Rabbuni, żebym przejrzał».
Jezus mu rzekł:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła».
Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Oto słowo Pańskie.

 

KOMENTARZ

Można i trzeba powiedzieć, że cała historia święta ukazuje nam niezwykłe miłosierdzie Boga, który zawsze pochylał się nad grzeszną ludzkością. Człowiek bowiem stworzony na obraz i podobieństwo Boże, zamiast odnajdywać drogę do Tego, od którego wyszedł, schodził często na własne kręte ścieżki, oddalając się od źródła życia i prawdziwego szczęścia. Pan Bóg mógł zostawić człowieka na tych bezdrożach, ale zawsze litował się nad tym, który był jego dziełem i szukał człowieka, aby na podobieństwo dobrego pasterza przyprowadzić do owczarni zbłąkaną owcę.
Prorocy Starego Przymierza często przypominali narodowi wybranemu tę niezwykłą dobroć Boga, który zawarł z nim przymierze na Synaju i nigdy go nie opuszczał, choć naród tyle razy okazał sprzeniewierzenie. Tak miało być również w okresie niewoli babilońskiej. Na naród wybrany spadła słuszna kara, znalazł się poza Palestyną, stracił nawet własną świątynię – widomy znak obecności Boga. Ale przecież nie oznacza to wcale, że Bóg zapomniał o swym narodzie. Prorok Jeremiasz wzywa wszystkich do radości: „Pan wybawił swój lud, Resztę Izraela”. To zaś wybawienie będzie bardzo różnić się od pójścia na wygnanie. Gdy Żydzi opuszczali Jerozolimę i ojczystą Palestynę, pędzeni byli do niewoli, szli i płakali, wielu zginęło od miecza nieprzyjaciela. Powrót natomiast pod opieką Bożą będzie łatwy i dostępny nawet dla ułomnych i chorych. Stąd wolno było powiedzieć, że Żydzi będą wracać z radością.
Człowiek dotknięty nieszczęściem głęboko przeżywa swoją tragedię i dlatego szuka wszelkich możliwych środków uwolnienia się od przygniatającego go ciężaru. Cieszy się więc bardzo, gdy spotka kogoś, kto by chciał go wesprzeć w jego niedoli. Tak się właśnie przydarzyło owemu niewidomemu, który żebraniem zarabiał na utrzymanie. Siedział przy drodze niedaleko Jerycha. Akurat tamtędy przechodził Chrystus Pan z uczniami i sporym tłumem. Gdy niewidomy dowiedział się, że w pobliżu jest Jezus z Nazaretu, zaczął donośnym głosem wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Ciekawa była reakcja tłumu. Wielu nastawało na niego, żeby milczał. Jakże ludzie łatwo przechodzą do porządku dziennego nad nieszczęściem innych. Sami będąc zdrowi i znajdując się blisko słynnego proroka z Nazaretu nie chcieli, aby im przeszkadzał ten „niewidomy żebrak”, od lat już zasiadający przy drodze. Zainteresowany jednak nie dał się uciszyć, ale nawet jeszcze głośniej wołał.
Pan Jezus usłyszał wołanie tego nieszczęśliwego człowieka. Przystanął i kazał go zawołać. Gdy Jezus zainteresował się tym biedakiem, zmieniła się zaraz reakcja tłumu. Może ci sami, którzy go przed chwilą uciszali, mówią teraz do niego: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”. Niewidomemu nie trzeba było dwa razy powtarzać, zerwał się z miejsca, na którym siedział, zostawił nawet płaszcz i przyszedł zaraz do Jezusa. Chociaż Chrystus wiedział, o co chodzi, to jednak chciał, aby niewidomy sam wyraził swoją prośbę i dlatego go pyta: „Co chcesz, abym ci uczynił?”; przywracając mu następnie wzrok pochwalił jego wiarę: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i poszedł za Chrystusem, aby słuchać Jego nauki i oświecić swój umysł.
Podziwiamy wielkie akty Bożego miłosierdzia, jakie okazują się nad fizyczną nędzą człowieka. Jednak i nam potrzeba tego miłosierdzia dla uzdrowienia naszej duszy. Jakże często tak bywa w naszym życiu, że dostrzegamy choroby fizyczne, ale nie umiemy nieraz zauważyć – i to nawet u siebie – choroby duchowej. A przecież powinniśmy ją widzieć i prosić Pana, by okazał nam swoje miłosierdzie.

Autor listu do Hebrajczyków wskazuje na kilka momentów związanych z kapłańskim posługiwaniem. Otóż każdy kapłan jest brany z ludzi i dla ludzi ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga. Musi więc posiadać ścisłe powiązanie z ludźmi, którzy chodzą po tej ziemi, ale jego misja jest ponadziemska, bo ma prowadzić wszystkich do Boga. Pochodząc z ludzi, umie ich zrozumieć i współczuć im, nawet wtedy, gdy błądzą, ponieważ sam także podlega słabościom.
Ważnym momentem jest powołanie do funkcji kapłańskiej. Nikt nie może sam wziąć sobie tej godności, o ile nie zostanie powołany. Pan Bóg w różny sposób powołuje do tego zaszczytnego zadania. Czasem bezpośrednio, jak np. Aarona, który otrzymał wezwanie za pośrednictwem Mojżesza. Powołanie jest tak konieczne, że nawet Jezus Chrystus „musiał” być powołany na stanowisko arcykapłana nowego Przymierza przez swego Ojca, który powiedział do Niego: „Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka”.
Pierwszym źródłem powołania do kapłaństwa jest sam Pan Bóg, Jego miłosierna i wielkoduszna wola. Najbardziej zaś charakterystycznym i nieodzownym znakiem rozpoznawczym jest poprawna intencja, czyli swobodna, jasna i zdecydowana wola oddania się całkowicie na służbę Bogu. Do biskupów należy obowiązek wypowiadania ostatecznego sądu o znakach Bożego wybrania u kandydatów do święceń, im również zastrzeżone jest prawo dopuszczania do kapłaństwa i w ten sposób autentycznego zaświadczenia w obliczu Kościoła o boskim powołaniu do kapłaństwa.

 

Kapłan sługą Bożego życia, ks. Edward Staniek

„Każdy arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy”. Takie słowa zanotował autor Listu do Hebrajczyków.

Kapłan należy do ludzkiej rodziny. Kapłan dobrze zna kondycję duchową swoich rodaków. Życie ludzkie nie jest mu obce. On zna jego blaski i jego cienie. On wie, ile w życiu może być piękna i szczęścia, ale wie również, ile może być cierpienia. Kapłan musi być specjalistą od ludzkiego życia.

Syn Boga stał się kapłanem, gdy otrzymał ludzkie ciało w łonie Matki. Odtąd miał co ofiarować Ojcu, odtąd też stał się specjalistą od posłuszeństwa Ojcu w cierpieniu. Żyjąc wśród nas, doświadczył za nas, jak grzech rani i jak bardzo boli. Doświadczył nawet agonii i śmierci. Stał się do nas podobny we wszystkim, z wyjątkiem grzechu.

Kapłani pochodzą spośród wiernych i otrzymują od Boga specjalną misję. Wybiera ich sam Stwórca i czyni pośrednikami między ludem a sobą i między sobą a ludem. Kapłan jest jak most ustawiony między niebem a ziemią.

Kapłan jest ustanowiony w sprawach odnoszących się do Boga. Jest więc specjalistą w zakresie Bożego programu, który jest realizowany na ziemi. To sprawia, że Stwórca czyni go odpowiedzialnym za losy wiary i miłości Bożej na ziemi. Z tej racji kapłan nieustannie odkrywa bogactwo objawienia Bożego i jego tajemnice. On ma w nie wprowadzać tych, których Bóg mu powierzył. To jedno z kapłańskich zadań. Bez tego nie mógłby być specjalistą, nazwijmy to, od spraw Bożych.

Celem kapłańskiej posługi, gdy duszpasterz występuje w imieniu Boga, jest pouczenie, przekaz łaski Bożej, co dokonuje się szczególnie w posłudze sakramentalnej, oraz udzielanie błogosławieństwa.

Jeśli natomiast kapłan staje przed Bogiem w imieniu ludzi, wyprasza u Niego przebaczenie grzechów, wyprasza łaski potrzebne zarówno do życia doczesnego, jak i wiecznego oraz składa ofiary za grzechy, czyli ofiary wynagradzające.

Modlitwa jest stałą funkcją kapłana. Spędza on przed Bogiem każdego dnia pewien czas, by ogarnąć wszystkich, za których jest odpowiedzialny, i wstawia się za nimi, czy oni o tym wiedzą, czy nie. Kapłańska modlitwa płynie do nieba każdego dnia i stanowi wielki potencjał w komunikacji parafian z Bogiem. Ten wymiar kapłańskiego życia najczęściej jest znany wyłącznie Bogu.

Składanie ofiar jest znane również ludziom. Jest to najczęściej Msza Święta, ale również są to cierpienia, doświadczenia, upokorzenia, które mają miejsce częściej, niż sądzimy. Te ofiary przyjmuje Bóg i odpowiada na nie w swój sposób. Ofiara bowiem posiada większą moc niż modlitwa. Najdoskonalsze jest połączenie ofiary i modlitwy. Ponieważ w Kościele kapłan jest podłączony do Jezusa, Najwyższego Kapłana, jego modlitwa za ludzi, jak i ofiara są dziełem nie tylko kapłana, ale i Jezusa, stąd płynie jej wielka skuteczność.

Dziękujmy Bogu za kapłanów i prośmy, aby mieli odwagę, moc i mądrość służyć ludzkości niezależnie od tego, czy ludzie to docenią, czy nie.