Słowo

XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA – ROK C – 2.10.2022

Uczestnictwo wiernych w ofierze eucharystycznej możliwe jest tylko dzięki posłudze kapłanów. Stając bowiem przy ołtarzu, kapłani działają w zastępstwie Chrystusa i głosząc Jego tajemnicę, łączą modlitwę wiernych z ofiarą Tego, który jest ich Głową i uobecniają we Mszy św. aż do przyjścia Pana jedyną Ofiarę świętą Nowego Testamentu, mianowicie Chrystusa, ofiarującego się raz jeden Ojcu na ofiarę niepokalaną, oraz przydzielają owoce tej ofiary. Również głównie podczas Mszy św. zwiastują wszystkim słowo Boże. Z tej racji uczestnicząc w ofierze Mszy św. powinniśmy świadomie łączyć się z kapłanem, aby jak najwięcej skorzystać z jego posługiwania. Mamy też zawsze obowiązek troszczyć się o nowe powołania.

 

PIERWSZE CZYTANIE – Ha 1, 2-3; 2, 2-4
Sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności

Czytanie z Księgi proroka Habakuka

Jak długo, Panie, mam wzywać pomocy – a Ty nie wysłuchujesz?
Wołam do Ciebie: Na pomoc! – a Ty nie wysłuchujesz.
Dlaczego ukazujesz mi niegodziwość i przyglądasz się nieszczęściu?
Oto ucisk i przemoc przede mną, powstają spory, wybuchają waśnie.
I odpowiedział Pan tymi słowami: «Zapisz widzenie, na tablicach wyryj,
by można było łatwo je odczytać.
Jest to widzenie na czas oznaczony,
lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi;
a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie.
Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego,
a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności».

Oto słowo Boże.

 

DRUGIE CZYTANIE – 2 Tm 1, 6-8. 13-14
Nie dał nam Bóg ducha bojaźni

Czytanie z Drugiego Listu Świętego Pawła Apostoła do Tymoteusza

Najdroższy:
Przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży,
który jest w tobie od nałożenia moich rąk.
Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni,
ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia.
Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia,
lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą!
Zdrowe zasady, które posłyszałeś ode mnie,
zachowaj jako wzorzec w wierze i miłości w Chrystusie Jezusie.
Dobrego depozytu strzeż z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka.

Oto słowo Boże.

 

EWANGELIA – Łk 17, 5-10
Służyć z pokorą

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Apostołowie prosili Pana: «Dodaj nam wiary».
Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy,
powiedzielibyście tej morwie:
„Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze”, a byłaby wam posłuszna.
Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola:
„Pójdź zaraz i siądź do stołu”?
Czy nie powie mu raczej:
„Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się,
a potem ty będziesz jadł i pił”?
Czy okazuje wdzięczność słudze za to, że wykonał to, co mu polecono?
Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie:
„Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”».

Oto słowo Pańskie.

 

 

KOMENTARZ

Całe proroctwo Habakuka, którego dziś słuchamy w pierwszym czytaniu Słowa Bożego, posiada ciekawą formę literacką. Zostało mianowicie ujęte w formę dialogu pomiędzy prorokiem i Bogiem. Wypowiedź Habakuka przybiera w nim postać skargi; może też być nazwana lamentacją. Po każdej zaś tego rodzaju wypowiedzi proroka przychodzi odpowiedź ze strony Boga. Również w dzisiejszym fragmencie mamy na początku właśnie skargę proroka, a w części drugiej wyjaśnienie udzielone przez Pana.
Prorok żali się przede wszystkim na to, że zmuszony jest patrzeć na nieprawość, jaka się dzieje w narodzie przez Boga wybranym: panuje w nim ucisk i przemoc, powstają spory, wybuchają waśnie. Wszystko zdaje się wskazywać na to, że Pan jest jakby obojętny wobec postępowania narodu, który przecież wybrał sobie na szczególne dziedzictwo.
Bardzo ważna jest odpowiedź, jakiej Bóg udziela na tego rodzaju wątpliwości. Otóż wcale nie patrzy obojętnie na postępowanie swego narodu i tylko pozornie zdaje się opóźniać. Można powiedzieć, że ta uwaga ma powszechne zastosowanie. Zawsze przecież, gdy widzimy zło, które jakby bezkarnie się panoszy, chcielibyśmy od razu być świadkami kary Bożej: ponosi nas wtedy źle pojęta gorliwość. Zapominamy, że Pan Bóg jest cierpliwy i zawsze czeka na nawrócenie. Kiedy jednak ono nie następuje, przychodzi, aby wymierzyć to, na co człowiek zasłużył. Stąd zawsze należy „czekać”.
Szczególnego znaczenia nabiera wyjaśnienie dotyczące odpowiedzialności: „Zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności”. A więc Pan Bóg nie stosuje nigdy tzw. zbiorowej odpowiedzialności, lecz każdy indywidualnie odpowie za swoje postępowanie. Kto więc pragnie osiągnąć pełnię życia musi dochować Bogu wierności. Nie zawsze przychodzi nam to łatwo, zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy otoczeni ludźmi, którzy nie liczą się z prawem Bożym. W takich chwilach potrzebna jest naprawdę głęboka, żywa wiara. Nie dziwi nas, że Apostołowie prosili Chrystusa, aby „przymnożył im wiary”. Ciekawa wszakże była odpowiedź Mistrza na tę prośbę. Najpierw, jakby uchylając się od bezpośredniej odpowiedzi, podkreśla niezwykłą moc wiary. Oświadcza, że nawet jej odrobina, tak mała jak przysłowiowe ziarnko gorczycy, może właściwie wszystko zdziałać. Obrazem zaś jej mocy będzie wyrwanie z korzeniami drzewa morwowego, które potrafi przetrwać na jednym miejscu ok. 600 lat (a więc bardzo mocno się zakorzenić).
Następnie Chrystus już bardziej bezpośrednio nawiązuje do prośby Apostołów o pomnożenie wiary, wskazując na sposób, w jaki można je osiągnąć, a mianowicie przez pokorną służbę. Chodzi oczywiście o służbę Bogu, ale trzeba przyznać, że nie jest ona wcale łatwa, ponieważ wymaga tego, co jest w pewnym sensie przeciwne naszej naturze. Na ogół jesteśmy przecież nastawieni na to, aby nas doceniano, aby zauważono naszą pracę i słusznie za nią wynagrodzono. Taką też postawę przyjmujemy nieraz nawet wobec Boga: służąc Mu pragniemy, aby stale nam błogosławił i to w formie, jaką uznamy za słuszną. Stąd niezwykle trudno przychodzi powiedzieć sobie: „jesteśmy tylko nieużytecznymi sługami, wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”. A właśnie taka dopiero postawa jest wyrazem naszej żywej wiary i sprawia, dzięki działaniu Bożemu, jej pomnożenie.

Z napomnień i pouczeń, jakie kieruje dziś św. Paweł do swojego ucznia Tymoteusza, biskupa Efezu, poznajemy wiele ważnych spraw dotyczących życia pierwotnego Kościoła. Najpierw dowiadujemy się, że poszczególnymi Kościołami lokalnymi kierowali pasterze ustanowieni przez Apostołów. Do tej funkcji byli przeznaczani specjalnym obrzędem. Dziś św. Paweł wspomina tylko o włożeniu rąk, przy innej okazji doda, że tej czynności towarzyszyła modlitwa o udzielenie szczególnej łaski Bożej. Zauważmy, że jest to czynność, która ma miejsce do dziś w obrzędzie święceń. Włożenie zaś rąk daje „charyzmat Boży”, a więc specjalny dar, który nie tylko upoważnia, ale też i uzdalnia do głoszenia Ewangelii, dzięki pomocy udzielanej przez Boga.
Ze słów Apostoła pośrednio wynika, że Tymoteusz już dawno przez włożenie rąk otrzymał wspomniany charyzmat i być może poddał się pewnemu zniechęceniu na skutek trudności napotkanych w głoszeniu Ewangelii. Stąd mowa o rozpaleniu na nowo „Bożego charyzmatu” oraz zachęta do przezwyciężenia przeszkód. Z tego również należy wnioskować, że człowiek otrzymujący wspomniany tutaj charyzmat nie zostaje pozbawiony wolnej woli w tym sensie, żeby Bóg przejmował całkowicie inicjatywę. Przeciwnie, zaktualizowanie „Bożego charyzmatu” jest uzależnione od postawy człowieka.
Dowiadujemy się wreszcie, że niezwykle ważnym zadaniem biskupów było od samego początku strzeżenie depozytu wiary, a więc całego dziedzictwa wiary i miłości, przyniesionego przez Chrystusa. W wypełnianiu tego obowiązku pasterzy wspomaga Duch Święty.

 

Służba lustrem wiary, ks. Andrzej Mojżeszko

Pewna stara bajka opowiada o królu, który jako zapłatę za swój dobry uczynek zażyczył sobie, aby bogowie sprawili, żeby wszystko, czego dotknie, stawało się złotem. Początkowa radość z szybko rosnących gór szlachetnego kruszcu przemieniła się niebawem w ogromny strach i cierpienie. Zapytamy, czy to z obawy przed złodziejami? Nie. Wcale nie. Okazało się, że również nawet najmniejszy kęs, jaki król chciał włożyć do ust, przemieniał się w błyszczącą bryłę złota. Tak to zaspokojony głód bogactwa sprowadził na króla okrutną śmierć głodową.

Jest w ludzkim sercu pragnienie posiadania bogactwa. Wydaje się bowiem, że wtedy człowiek będzie panem samego siebie, będzie wolny. Gdzieś tam w naszym myśleniu jest ukryta złudna prawda, jakoby człowiekiem wolnym mógł być tylko ten, kto ma dużo. Bo biedak zawsze będzie niewolnikiem bogatego – coś jakby nam dopowiadało.

Jezus zna ludzkie serce i wie, że takie pragnienie może się w nim zrodzić. Zachęca, aby starać się kierować je ku wartościom niewidzialnym. Taki kierunek uchroni serce przed zejściem na błędną drogę albo ułatwi nabycie umiejętności dzielenia się z innymi. Właśnie przez ostatnie dwie niedziele chciał nas do tego jakoś mocniej przekonać. Najpierw przypominał, że nie możemy służyć Bogu i mamonie, a tydzień temu przez przypowieść o bogaczu i Łazarzu zachęcał nas, żebyśmy postarali się uważniej czytać Boże słowo. To czytanie i rozważanie prowadzi do nawrócenia, czyli do zwrócenia swego serca ku Bogu, ku wartościom duchowym.

I dzisiaj Jezus kieruje naszą uwagę ku temu, co niewidzialne, w stronę wiary. Ewangelista Łukasz zapisał, że apostołowie prosili Pana: „Przymnóż nam wiary”. Widocznie dzięki tym słowom, które mówił do nich, a które były przestrogą przed zatopieniem serca w tym, co widzialne, co materialne, dostrzegli, że mają zbyt mało wiary, że są za słabi. A może potrzebowali też jej umocnienia, aby mogli przebaczać swoim winowajcom. Bo zanim poprosili Jezusa o mocniejszą wiarę, usłyszeli słowa o obowiązku przebaczania.

Ojciec Christian, zakonnik z Algierii, został w 1995 roku zamordowany przez terrorystów wraz z sześcioma współbraćmi. Odcięte głowy zakonników znaleziono zawieszone w worku na drzewie. Ojciec Christian przeczuwał, że do tego dojdzie. Terroryści odwiedzali go już wcześniej i grozili. Mimo to zapisał w swoim testamencie takie słowa:

Gdybym pewnego dnia stał się ofiarą terroryzmu, chciałbym, aby moja wspólnota, mój Kościół, moja rodzina pamiętali, że moje życie było dane Bogu i temu krajowi. Chciałbym, aby zrozumieli, że jedyny władca wszelkiego życia miał udział w tym odejściu, nawet brutalnym […]. Oczywiście po mojej śmierci zatriumfują ci, którzy mnie uważali za naiwnego idealistę. Teraz niech powie, kto miał rację. […] Dziękuję Bogu (za moje) życie… w tym «dziękuję» zamykam i ciebie także, przyjacielu z ostatniej minuty, który nie będziesz wiedział, co czynisz… dziękuję i do zobaczenia…

Ów zakonnik modli się, aby zobaczył swego mordercę oczyma Boga (por. J. Grzegorczyk, Dziurawy kajak i Boże miłosierdzie).

I jeszcze drugi obraz. Dwóch braci pokłóciło się ze sobą, gdy jeden z nich dowiedział się, że jego brat w czasie PRL-u doniósł na niego odpowiednim służbom, przez co nie dostał on paszportu. Mężczyźni zerwali ze sobą kontakt. Mało tego, pokrzywdzony brat poszedł do notariusza i na piśmie zagwarantował sobie, że nigdy nie zostanie pochowany razem z bratem w rodzinnym grobowcu. Nosi tę kartkę przy sobie (por. J. Grzegorczyk, Dziurawy kajak i Boże miłosierdzie).

Dwa pisma: testament ojca Christiana i zapis notarialny pokrzywdzonego brata – można powiedzieć: dwa różne bilety na tamten świat. Można też powiedzieć: dwa różne obrazy wiary. W przypadku ojca Christiana jest to wiara żywa, mocna, wypowiadająca się w przebaczeniu. W przypadku drugim widać zupełny jej brak…

Prośba apostołów rodzi pytania o naszą wiarę: Jaka ona jest? Czy jest jak ziarnko gorczycy, czy też jest to jeszcze etap wołania o jej przymnożenie?

Ewangelia podpowiada nam, że obok umiejętności przebaczania naszym winowajcom dobrym sprawdzianem wiary jest spojrzenie na relacje z drugim człowiekiem. Czy widać tam ducha służby, pokornej służby? Czy to, czego dotykają nasze ręce, zamienia się w złoto władzy, panowania, pogardy, czy w złoto miłości bliźniego, miłości wzajemnej. Według Bożej nauki prawdziwym królem nie jest ten, kto ma władzę, ale ten, kto służy, kto potrafi dać swemu bliźniemu nie to, co mu zbywa, ale to, co naprawdę należy do niego, czyli serce, miłość, uśmiech, czas. Taki człowiek nie czeka na wdzięczność, ale mówi sam przed sobą: zrobiłem to, co miałem zrobić, i tyle. Taka właśnie postawa sprawia, że w niebieskim skarbcu odkłada się na naszym koncie złoto szczęścia wiecznego.

Rozpoczął się październik, miesiąc różańcowy, a więc pojawiła się doskonała okazja, aby podjąć ufną modlitwę o przymnożenie wiary. Jeśli ufnie będziemy wołać, to nawet bez okularów zauważymy wiarę w naszej wzajemnej służbie.