Słowo

PIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA – ROK B – 4.02.2024

Nie trzeba chyba nikomu przypominać, że życie nie szczędzi człowiekowi kłopotów, różnych przykrości czy cierpień. Przynosimy to wszystko z sobą przed ołtarz z tym głębokim przekonaniem, że dobry Bóg wspomoże nas w dźwiganiu codziennego krzyża. Chrystus potrafi każdego zrozumieć, bo nazwano Go mężem boleści, bo podjął cierpienie, aby przez krzyż poprowadzić wszystkich do chwały zmartwychwstania.
Każda Msza św., która uobecnia ofiarę krzyża, staje się wsparciem w dźwiganiu naszego krzyża. Kiedy jednak stajemy przed ołtarzem, musimy sobie również i to przypomnieć, że cierpienia ludzkie nie były zamierzone przez Boga, ale stały się następstwem grzechu.

 

PIERWSZE CZYTANIE – Hi 7, 1-4. 6-7
Marność życia ludzkiego

Czytanie z Księgi Hioba

Hiob przemówił w następujący sposób:
«Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?
Dni jego czyż nie są dniami najemnika?
Jak sługa wzdycha on do cienia, i jak najemnik czeka na zapłatę.
Tak moim działem miesiące nicości i wyznaczono mi noce udręki.
Położę się, mówiąc do siebie: Kiedyż zaświta i wstanę?
Przedłuża się wieczór, a niepokój mnie syci do świtu.
Dni moje lecą jak tkackie czółenko, i kończą się, bo braknie nici.
Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nie zazna».

Oto słowo Boże.

 

PSALM RESPONSORYJNY

Panie, Ty leczysz złamanych na duchu.

Chwalcie Pana, bo dobrze jest śpiewać psalmy Bogu, *
słodko jest Go wychwalać.
Pan buduje Jeruzalem, *
gromadzi rozproszonych z Izraela.

Panie, Ty leczysz złamanych na duchu.

On leczy złamanych na duchu *
i przewiązuje ich rany.
On liczy wszystkie gwiazdy *
i każdej imię nadaje.

Panie, Ty leczysz złamanych na duchu.

Nasz Pan jest wielki i potężny, *
a Jego mądrość niewypowiedziana.
Pan dźwiga pokornych, *
karki grzeszników zgina do ziemi.

Panie, Ty leczysz złamanych na duchu.

 

DRUGIE CZYTANIE – 1 Kor 9, 16-19. 22-23
Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii

Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian

Bracia:
Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię.
Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku.
Biada mi bowiem, gdybym nie głosił Ewangelii!
Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę,
lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza.
Jakąż przeto mam zapłatę?
Otóż tę właśnie, że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty,
nie korzystam z praw, jakie mi daje Ewangelia.
Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich,
aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam.
Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych.
Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby uratować choć niektórych.
Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział.

Oto słowo Boże.

 

Alleluja, alleluja, alleluja.

Jezus wziął na siebie nasze słabości
i dźwigał nasze choroby.

Alleluja, alleluja, alleluja.

 

EWANGELIA – Mk 1, 29-39
Jezus uzdrawia i wypędza złe duchy

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce.
Zaraz powiedzieli Mu o niej.
On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło,
przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych;
i całe miasto zebrało się u drzwi.
Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami
i wiele złych duchów wyrzucił,
lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.
Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno,
wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił.
Pośpieszył za nim Szymon z towarzyszami,
a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu:
«Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich:
«Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać,
bo po to wyszedłem».
I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Oto słowo Pańskie.

 

KOMENTARZ

Dobrze wiemy o tym, że cierpienie w różnorodnej formie stało się nieodłącznym towarzyszem człowieka od czasu grzechu pierworodnego. Nic przeto dziwnego, że próbowano już od dawna znaleźć odpowiedź na pytanie, jaki jest jego sens, ale niełatwo to przychodziło. Starożytność pogańska, zwłaszcza gdy idzie o praktykę życia, nie znajdowała pozytywnej odpowiedzi na powyższe pytanie. Stąd bardzo często człowiek nawiedzony cierpieniem szamotał się i nie widząc innego wyjścia, sam przerywał pasmo swojego życia, by w ten sposób również zakończyć „bezsensowne” cierpienie.
Problem ten nie był obcy Staremu Testamentowi, gdzie znajdujemy jakby pierwsze promyki światła pozwalające dostrzec jakiś sens przeżywanego przez człowieka cierpienia. Mamy nawet wśród natchnionych ksiąg starotestamentowych jedną, która całkowicie została poświęcona tej sprawie. Jest nią mianowicie księga Hioba, która powstała mniej więcej V-IV w. przed Chrystusem. Ukazuje ona konkretnego człowieka, który doświadcza niezawinionego cierpienia.
Dzisiejszy fragment zaczerpnięty ze wspomnianej księgi wskazuje na marność życia ludzkiego przepełnionego cierpieniem. Słyszymy skargę Hioba, która jest bardzo bliska tym, którzy przeżywają cierpienie. Mową obrazową, ale jakże bardzo trafną, zostały tutaj ukazane doznania człowieka przygniecionego cierpieniem. Rzeczywiście, noc potęguje bóle i staje się nieraz wiecznością. Ma to swoje psychologiczne uzasadnienie. W ciągu dnia dociera do człowieka wiele różnorodnych zjawisk, które jakby przygłuszają odczuwanie przeżywanego cierpienia. Natomiast wieczorem, gdy „świat zewnętrzny się uspokaja”, wzmaga się odczuwalność cierpienia. Ponadto inaczej się liczy chwile nieprzespanej nocy. I tak oto prawdą jest, że „noc wiecznością się staje”. Stąd cierpiący z pewną nadzieją oczekuje świtania: „Kiedyż zaświta?” Wydaje mu się, że dzień przyniesie przynajmniej ulgę. Jednak bardzo często tak się dzieje, że również w ciągu dnia boleść targa człowiekiem aż do zmroku, który z kolei nie tylko nie przynosi ulgi, ale wzmaga jeszcze cierpienie.
Z ust zbolałego Hioba często wyrywała się skarga, i chociaż starał się zachować równowagę ducha oraz dochować Bogu wierności, jednak nie znalazł pełniejszej odpowiedzi na problem cierpienia. Pełne bowiem światło rzucił dopiero Nowy Testament, głównie przez życie i nauczanie Jezusa Chrystusa. Nasz Zbawiciel wszedł w sam środek ludzkiej nędzy: stał się podobny do człowieka we wszystkim, oprócz grzechu, a Odkupienia dokonał przez cierpienie i śmierć krzyżową.
Św. Paweł staje dziś przede wszystkim przed tymi, którzy podobnie jak on zostali powołani, by głosić Ewangelię. Otóż muszą sobie oni najpierw uświadomić, że głoszenie dobrej nowiny jest powołaniem i obowiązkiem nałożonym przez Boga. Nie wolno zatem uważać tego za powód do chluby i żądać dla siebie szczególnych względów. Apostoł dał przykład bardzo trudny do naśladowania, ponieważ głosząc Ewangelię nie korzystał z przysługujących mu praw. Na podstawie bowiem sprawiedliwości mógł żądać, aby ci, którym głosi Ewangelię, dali mu przynajmniej utrzymanie. Zrezygnował z tego dobrowolnie. Wielokrotnie w swoich listach przypomina, że jego ręce pracowały, aby w ten sposób zarobić na utrzymanie dla niego i tych, którzy razem z nim głosili Ewangelię.
Przepowiadając Ewangelię, św. Paweł starał się uczynić wszystko, co było w jego mocy, aby jak najwięcej osób uwierzyło w Chrystusa. Mówi obrazowo, że stał się niewolnikiem wszystkich, tzn. przystosowywał się do kultury, zwyczajów oraz psychiki rozmaitych narodów i poszczególnych ludzi, byle tylko pozyskać ich dla Chrystusa. To również nie jest łatwe do naśladowania, ale staje się obowiązkiem przepowiadającego Ewangelię. Winien on być przedsiębiorczy i zastanawiać się nad tym, co mógłby jeszcze uczynić, by tym skuteczniej przepowiadać Chrystusa.
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje Chrystusa zbliżającego się do ludzi cierpiących. Nie tylko im współczuje, ale uzdrawia wszystkich chorych oraz opętanych. Usuwając w ten sposób cierpienie z życia człowieka pośrednio stwierdza, że nie zostało ono zamierzone przez Boga, ale wypłynęło z innej przyczyny. Ma ona związek z szatanem, który skłonił pierwszą parę ludzką do grzechu, co sprowadziło na świat falę cierpień. Stąd Ewangelista mocno podkreśla, że Chrystus uzdrawiał chorych i uwalniał opętanych od szatana.
Cierpienie jako takie pozostało faktem także w Nowym Testamencie. Pan Jezus uzdrowił tylko niektórych, wielu natomiast musi w dalszym ciągu podlegać cierpieniu. Jeśli zaś nie chcą załamać się pod jego ciężarem, muszą je podjąć na wzór Chrystusa, który wziął na siebie nasze słabości i pragnie nam pomóc w ich dźwiganiu.

 

ks. Tomasz Horak

Zobaczyć cierpienie z bliska… Poszedłem kiedyś z grupą młodzieży do domu opieki dla dzieci kalekich. Dziewczęta i chłopcy wiedzieli, dokąd idą i chcieli tam pójść. Dla większości był to jednak wstrząs. Co innego o cierpieniu słyszeć, a co innego zobaczyć je z bliska.

Kiedyś złożył wizytę ludziom cierpiącym Adam Chmielowski. Krakowski artysta z przyjaciółmi znudzonymi nieco karnawałowym balem. Odwiedzili przytułek dla bezdomnych zwany „ogrzewalnią”. Tej nocy „umarł” Adam Chmielowski, a narodził się brat Albert. Zobaczyć cierpienie z bliska…

A zostać dotkniętym cierpieniem? Jak świat światem – tak problem cierpienia drąży ludzi wszystkich epok. Czytamy dziś we Mszy fragment Księgi Hioba napisanej kilka wieków przed Chrystusem. Ani jedno zdanie tej Księgi nie straciło swej aktualności.

Cierpienie jest zagrożeniem najgłębszych warstw ludzkiej istoty. Ból fizyczny powoduje cierpienie ducha. Cielesne kalectwo potrafi okaleczyć także duszę. Nazbyt wielkie cierpienie może unicestwić nadzieję, odebrać wiarę, zniweczyć poczucie jakiegokolwiek sensu istnienia. Jako ksiądz nieraz spotykałem się z tym właśnie powodem utraty wiary: nie rozwiązany problem cierpienia. Dzisiejszy fragment Ewangelii dotykając problemu ludzkiego cierpienia, wiąże je z tajemniczą postacią „złych duchów”. Jest to zaledwie cząstka odpowiedzi na pytanie o cierpienie. Wskazanie szatana jako przyczyny zła robi wrażenie przesunięcia problemu, ale przecież już coś mówi. To mianowicie, że zło moralne prędzej czy później, w ten czy inny (najczęściej nieobliczalny) sposób rodzi cierpienie. To tylko cząstka odpowiedzi. A Jezus? Jaką dał odpowiedź na nękające pytanie? Nie znajdziemy w Ewangelii prób teoretycznego rozwiązywania problemu cierpienia. Nawet słowa: „Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje” (Mt 16, 24) nie są częścią traktatu o cierpieniu, lecz wyrazem postawy samego Jezusa wobec cierpienia. Bo tym jest Ewangelia: zmaganiem się z cierpieniem. Od płaczu Niemowlęcia w Betlejem, po wołanie z krzyża „Boże mój, czemuś mnie opuścił”.

„Złe duchy… wiedziały, kim On jest” – powiada Ewangelista. A kim On jest? Staje pośrodku odwiecznej walki zła przeciw dobru. Zło ma wiele twarzy: zło moralne zwane grzechem, zło fizyczne zwane cierpieniem, zło biologiczne zwane bólem, zło psychiczne zwane zmartwieniem, zło duchowe zwane rozpaczą. Niepełna i umowna to lista. Z tym wielorakim, wielogłowym (jak hydra) złem zmagać się musi dobro. To właśnie czynił Jezus. Jego portret odmalowany na kartach Ewangelii to obraz człowieka (więcej niż człowieka) bezgranicznie dobrego. „Złe duchy… wiedziały, kim On jest”. Wiedziały, że to ich największy wróg. Bo dobro było w Nim wszystkim. Dlatego chrześcijanin, gdy staje wobec problemu cierpienia (a więc wobec problemu zła) nie może pominąć postaci Jezusa. Bez Niego, bez Jego śmierci i zmartwychwstania, nie sposób rozwiązać ten dramatyczny problem.

„Pójdźmy i gdzie indziej” – mówi Jezus. Ewangelia miłosierdzia wobec cierpiących jeszcze nie wszędzie dotarła. Wtedy – i dziś. Dziś także całe obszary ludzkiej egzystencji są „wyjęte” spod błogosławionego wpływu Jezusa i jego Ewangelii. Czy to popatrzeć na całe połacie kontynentów dotkniętych głodem i skrajną biedą. Czy to popatrzeć na wrogość (a co najmniej obojętność) wobec ludzi dotkniętych niektórymi szczególnymi chorobami. Czy popatrzeć na milionowe rzesze narkomanów, których takimi uczynili jedni – a pogardzają drudzy. Czy popatrzeć na nie brane pod uwagę prawa dzieci… Tych, którzy by z Jezusem poszli „i gdzie indziej”, aby nieść Ewangelię miłosierdzia, ciągle mało. Bo nie jest to Ewangelia słów – ale czynów. Jej program krótko streścił dziś apostoł Paweł, pisząc: „Dla słabych stałem się jak słaby…” . Właśnie tego potrzeba: pójść tam, gdzie cierpienie.