Chrześcijanin zapatrzony w Chrystusa chce pełnić wolę Bożą w swoim życiu. Została ona objawiona człowiekowi przede wszystkim w Dekalogu, czyli dziesięciorgu przykazań, które otrzymał Mojżesz na Górze Synaj. Przykazania stanowią również podstawę moralności ewangelicznej. Pan Jezus przyjął je i udoskonalił.
Każda Msza św. przypomina nam, że zawsze mamy pełnić wolę Bożą zawartą w przykazaniach. Gdy zatem rozpoczynamy w niej udział, rozliczamy się najpierw z własnym sumieniem, aby odpowiedzieć na pytanie, jak dochowaliśmy wierności Bogu, pełniąc Jego wolę.
PIERWSZE CZYTANIE – Wj 20, 1-17
Ogłoszenie przykazań Bożych
Czytanie z Księgi Wyjścia
W owych dniach mówił Bóg wszystkie te słowa:
«Ja jestem Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli.
Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!
Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko,
ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!
Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył,
bo Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym,
który za nieprawość ojców karze synów do trzeciego i czwartego pokolenia,
tych, którzy Mnie nienawidzą.
Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym,
którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.
Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, w błahych rzeczach,
bo nie pozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto wzywa Jego Imienia w błahych rzeczach.
Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić.
Sześć dni będziesz się trudził i wykonywał wszystkie swoje zajęcia.
Dzień zaś siódmy jest szabatem Pana, Boga twego.
Nie będziesz przeto w dniu tym wykonywał żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój,
ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło,
ani przybysz, który przebywa w twoich bramach.
W sześć dni bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, siódmego zaś dnia odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty.
Czcij twego ojca i twoją matkę, abyś długo żył na ziemi,
którą Pan, Bóg twój, ci daje.
Nie będziesz zabijał.
Nie będziesz cudzołożył.
Nie będziesz kradł.
Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek.
Nie będziesz pożądał domu twojego bliźniego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła,
ani żadnej rzeczy, która należy do twego bliźniego».
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Refren: Słowa Twe, Panie, dają życie wieczne.
Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę, *
świadectwo Pana jest pewne, nierozważnego uczy mądrości.
Jego słuszne nakazy radują serce, *
jaśnieje przykazanie Pana i olśniewa oczy.
Refren: Słowa Twe, Panie, dają życie wieczne.
Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki, *
sądy Pana prawdziwe, wszystkie razem słuszne.
Cenniejsze nad złoto, nad złoto najczystsze, *
słodsze od miodu płynącego z plastra.
Refren: Słowa Twe, Panie, dają życie wieczne.
DRUGIE CZYTANIE – 1 Kor 1, 22-25
Chrystus ukrzyżowany jest mądrością Bożą
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości,
my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego,
który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan,
dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów,
jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą.
To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi,
a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.
Oto słowo Boże.
Chwała Tobie, Słowo Boże.
Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego;
każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.
Chwała Tobie, Słowo Boże.
EWANGELIA – J 2, 13-25
Zapowiedź męki i zmartwychwstania
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy.
W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych,
którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie.
Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni,
także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał.
Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł:
«Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!»
Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano:
«Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie».
W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego:
«Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?»
Jezus dał im taką odpowiedź:
«Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo».
Powiedzieli do Niego Żydzi:
«Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię,
a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?»
On zaś mówił o świątyni swego ciała.
Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział,
i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.
Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym,
wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił.
Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał
i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku.
Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku.
Oto słowo Pańskie.
KOMENTARZ
W przeciwieństwie do wszystkich innych istot żyjących na ziemi, człowiek działa w sposób świadomy i wolny. Nakłada to na niego obowiązek poznania pewnych zasad moralnych i ułożenia według nich swojego postępowania. Również w tej dziedzinie dobry Bóg przychodzi człowiekowi z pomocą, ukazując mu drogę życia.
Wędrując z Egiptu do ziemi obiecanej, przeżyli Żydzi niezwykle ważną chwilę. Mianowicie w trzecim miesiącu swojej podróży przybyli na pustynię Synaj. Tutaj za pośrednictwem Mojżesza zawarte zostało przymierze pomiędzy Bogiem i narodem żydowskim, który od tej chwili mógł się słusznie uważać za naród wybrany. Przymierze, o którym tu mowa, zawierało z jednej strony Bożą obietnicę: Izraelici stawali się szczególną własnością Boga, który przyrzekał opiekę nad swoim ludem, z drugiej zaś strony przymierze nakładało obowiązek wypełnienia woli Bożej. Została ona zawarta w przykazaniach, które były spisane na kamiennych tablicach. Od wprowadzenia ich w życie uzależniona była opieka Boża nad narodem.
Dziesięć przykazań, zwane w skrócie z języka greckiego Dekalogiem, stanowiły podstawowy kodeks moralności dla narodu żydowskiego. Trzeba jednak zauważyć, że zawarte w nim zasady moralne są właściwie podstawą wszelkiej moralności. Słusznie się sądzi, że w tych krótkich stwierdzeniach zawarte zostało to, co człowiek musi bezwzględnie wykonać, jeśli pragnie nie tylko własnej szczęśliwości, lecz także właściwego ułożenia stosunków międzyludzkich. Przykazania otrzymane od Boga za pośrednictwem Mojżesza na górze Synaj muszą być uwzględnione przez każdego prawodawcę ludzkiego i nie da się ich pominąć przy określaniu jakichkolwiek zasad moralnych.
Starotestamentowe normy moralne nie tylko stanęły u podstaw moralności ewangelicznej, ale otrzymały tutaj nową i pełniejszą wykładnię. Owszem, trzeba zdecydowanie stwierdzić, że to, czego domaga się od nas Ewangelia, przewyższa wymagania, jakie narodowi żydowskiemu stawiało stare Przymierze. Stało się zaś tak głównie dlatego, że nowe Przymierze zostało zawarte we Krwi Chrystusa. Odtąd punktem centralnym stał się krzyż jako najwyższy wyraz miłości Boga wobec człowieka. Można powiedzieć, że wymagania, jakie stawia Pan Bóg człowiekowi, są w pewnym sensie proporcjonalne do tego, co Bóg obiecuje. Żydzi otrzymali obietnicę szczególnej opieki, która rzeczywiście wielokrotnie ujawniała się względem tego narodu. W Nowym Testamencie Ojciec niebieski dał swego Syna, aby nam pokazać swoją miłość. Słusznie przeto żąda odpowiedzi proporcjonalnej do tej miłości, jaką nam objawił.
Żeby jednak z naszej strony przyszła odpowiedź, musimy najpierw pojąć tajemnicę krzyża i zawartej w niej miłości Bożej. Tu jednak od początku były pewne opory ze strony ludzi. Dla Żydów krzyż był zgorszeniem, ponieważ inne mieli wyobrażenia o Królestwie mesjańskim i wielu nie potrafiło przestawić swojej mentalności, by zrozumieć, że właśnie droga krzyża i zmartwychwstania była jedynie słuszną drogą i że taką właśnie zapowiadali prorocy. Dla Greków krzyż był często głupstwem, gdyż posiadali własną filozofię i w związku z tym swoje spojrzenie na świat oraz na wszystkie sprawy dotyczące Człowieka. Gdy chodzi o śmierć krzyżową, to byli przyzwyczajeni do tego, że stosuje się ją wobec największych złoczyńców, dlatego nie chcieli nawet dopuścić myśli, by właśnie poprzez krzyż miało się dokonać odkupienie człowieka.
Od początku jednak powołani zarówno spośród żydów, jak i spośród Greków, dzięki łasce Bożej, której nie stawiali oporu, mieli właściwe spojrzenie na krzyż i widzieli w nim moc oraz mądrość Boga. Pojmując zaś dogłębnie tajemnicę krzyża, starali się swoim życiem odpowiedzieć na tę nieskończoną miłość Ojca, jaką im okazał w swoim Synu, Jezusie Chrystusie.
Jak bardzo człowiek potrafi stać się oporny Bożemu działaniu, ukazuje nam w sposób szczególny dzisiejsza Ewangelia. Z tej też racji winna być dla nas swego rodzaju napomnieniem i ostrzeżeniem. Naród wybrany zawierając z Bogiem przymierze na górze Synaj zobowiązał się do zachowywania przykazań Dekalogu. Nakazywały one wyraźnie oddawanie Bogu czci, a w związku z tym także szacunek dla miejsca świętego. Żydzi mieli tylko jedną świątynię i żywili głębokie przekonanie, że właśnie w niej zamieszkuje Jahwe. Jakże jednak łatwo potrafili się zdyspensować od obowiązku uszanowania tego świętego miejsca. Kierując się chęcią zysku uczynili z świątyni niemal halę targową. Stąd Chrystus, zawsze łagodny, sporządził bicz ze sznurków i powyrzucał wszystkich ze świątyni.
W odpowiedzi na to Żydzi zaczęli domagać się znaku. Gdyby jednak zamiast przesiadywać w świątyni i pilnować tutaj interesu udali się za nauczającym Mistrzem z Nazaretu, ujrzeliby na pewno niejeden znak. Pan Jezus nawet i tym razem obiecuje im nowy znak: śmierć (zburzenie świątyni), po której nastąpi zmartwychwstanie (odbudowanie świątyni); ale ci, którzy uwikłali się w sprawy tego świata, nie okazali i później zainteresowania tym, co dotyczy Królestwa Bożego. Gdy po zmartwychwstaniu żołnierze donieśli im, że grób jest pusty, nie poszli zbadać, jak się to stało, tylko z góry wszystko przekreślili. Przekupili żołnierzy, aby rozpowiadali bajkę trudną do przyjęcia: „Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali”. Oto do czego może doprowadzić gardzenie Bożą łaską.
Chrystus „dobrze znał” nie tylko Żydów, którzy Go otaczali w świątyni jerozolimskiej. On przenika również nasze serca i wie, co się w nas kryje. Musimy stale o tym pamiętać, ale w sposób szczególny wtedy, gdy zbieramy się przy ołtarzu dla sprawowania Ofiary eucharystycznej. Stąd zawsze rozpoczynamy ją od przyznania się do naszych win i upadków. Czynimy to zaś w tym celu, by móc później z czystym sercem słuchać słowa Bożego i przyjąć je do serca oraz by szeroko się otworzyć na Boże działanie, które chce zawsze wesprzeć nasze słabe ludzkie siły.
Dom Boga, ks. Edward Staniek
W naszym ewangelicznym słowniku zatrzymamy się dziś na tajemnicy świątyni, która dla Chrystusa jest domem Jego Ojca. Ojciec jest w niej gospodarzem. On ustanawia prawo domu, a jest nim prawo miłości. Miłości Boga, domowników i gości, którzy przychodzą, oraz miłości wrogów. Innego prawa w tym domu nie ma.
To prawo miłości jest zbudowane na prawie natury i na Dekalogu.
Autorytet Ojca jest niepodważalny. Jeżeli ktoś naruszy prawo miłości ujęte w różne przykazania, ma tylko jedno rozwiązanie. Musi przeprosić Boga i musi także przeprosić człowieka, by móc powrócić do pełnej harmonii. Autorytet Boga Ojca jest fundamentem, a zarazem swoistego rodzaju modelem służącym do budowania szczęśliwego domu na ziemi. Każdy rodzic odpowiada za szacunek dla Bożego prawa w swoim domu. Jeżeli domownicy liczą się z prawem Boga, czyli z prawem miłości, i z autorytetem Boga, wtedy dom jest szczęśliwy.
Drugim ważnym wymiarem świątyni jako domu jest chleb. Chleb, który jest symbolem życia doczesnego i w ogóle wszelkiego życia. A więc i w tej świątyni – w domu Ojca – jest chleb. Chleb dający życie wieczne. Przybyliśmy tutaj, aby w kornej adoracji schylić swoje czoła, a nawet zgiąć kolana, przed Chrystusem, który staje się Chlebem dla nas; albo jeżeli sumienie nam na to pozwala, podejść i Chleb przyjąć, i spożyć Go. Jest to pokarm nieśmiertelności.
Pod wpływem tego pokarmu nasze oczy otwierają się na potrzeby ludzi, którzy są obok. Jeżeli wśród nich jest człowiek głodny, podzielimy się z nim naszym chlebem, nie można bowiem tu, przy Chlebie w domu Ojca, zamknąć oczu na tych ludzi, którzy są głodni. To jest naturalne, tego nawet nie trzeba tłumaczyć, to jest po prostu w nas. My już o tym nawet nie myślimy. Jeżeli wiemy, że ktoś autentycznie potrzebuje, zwłaszcza chleba, czyli że jest głodny, potrafimy się wtedy podzielić z nim naszym chlebem. Takie jest bowiem prawo domu.
Jest jeszcze w domu jeden niezwykle ważny wymiar. I o ile łatwo nam jest przenieść do domu rodzinnego autorytet Bożej miłości i łatwo jest nam przenieść chleb potrzebny do naszego życia, a nawet przenieść stół, przy którym się gromadzimy, by wspólnie ów chleb spożywać, to bardzo trudno jest nam przenieść do domu rodzinnego ołtarz. My się bowiem przed ołtarzem bronimy, dlatego że ołtarz jest miejscem składania ofiary.
Tymczasem w świątyni ołtarz zajmuje naczelne miejsce. A skoro świątynia jest domem Ojca, nie wolno tego ołtarza wyrzucić z domu, w którym mieszkamy i który tworzymy. Dlaczego nie możemy wyrzucić ołtarza? Dlatego, że nie można wyrzucić z życia ofiary. Nie da się jej wyrzucić!
Kościoły wschodnie prawosławne i Kościoły greckokatolickie podprowadzają wiernych do tego, aby oni mieli w mieszkaniu ołtarz. Jest to najczęściej ikona z maleńką półką, na której zapala się świece lub lampkę oliwną wtedy, gdy domownicy zwracają się do Boga, by Go wielbić lub by Go prosić czy też składać Mu ofiarę. Ten ołtarzyk jest zasuwany. Rodzina odsłania go w ściśle określonym momencie dnia po to, żeby stał się miejscem modlitwy i składania ofiary.
W naszym Kościele takim miejscem jest wiszący na ścianie lub stojący krzyż. Ma on nam przypominać, że w domu jest miejsce przeznaczone na składanie ofiary. I jeżeli to miejsce jest, ofiara, która się pojawia w naszym życiu w różnej formie i w różny sposób, zyskuje swój sens, czyli posiada odniesienie do Pana Boga. Rozpoczyna się na przykład choroba. Musimy szukać lekarzy i musimy płacić za lekarstwa, by za pieniądze kupić zdrowie. To jest ofiara składana dla zdrowia. Również w odniesieniu do Pana Boga wszystkie wysiłki podjęte dla ratowania zdrowia mają swój głębszy sens. Pojawia się jednak cierpienie nie do pokonania. Gdy w domu można spojrzeć na krzyż, cierpienie to nabiera innej wartości.
To samo dotyczy perspektywy złożenia całości życia w ofierze, gdy już wiemy, że nie ma powrotu do zdrowia, że jest to już ostatni etap życia na ziemi. Wtedy znów ostatnie miesiące, ostatnie tygodnie, a czasem nawet godziny przeżywane przez człowieka religijnego w domu w kontakcie z ołtarzem, czyli z krzyżem, nabierają jeszcze głębszego sensu.
Pan Jezus wchodzi dzisiaj do domu Ojca Niebieskiego i wyrzuca to wszystko, co utrudnia odkrycie wartości domu. Wyrzuca, czyli oczyszcza świątynię, przypominając, że jest to dom Jego Ojca.
Mówię o tym dlatego, że ludzie coraz częściej odchodzą od domu Ojca. Coraz więcej osób nie przychodzi do świątyni. Przypominam, że katolicy powinni być w dniu Pańskim w kościele. Tymczasem ich wśród nas nie ma. W tym momencie, gdy opuszczają oni dom Ojca, zaczynają życie jako ludzie bezdomni. W dodatku wydaje im się, że znajdą szczęście. Tymczasem wchodzą na drogę syna marnotrawnego, który wtedy, gdy dojdzie do krytycznego momentu, przypomni sobie, że w domu jego ojca jest chleba wiele. Ufamy, że podejmą wówczas decyzję o powrocie.
Nie można być szczęśliwym, gdy się nie posiada domu. Jednocześnie nie można budować szczęśliwego domu, zapominając o autorytecie Boga, o autorytecie Jego miłości, zapominając o tym, że chleb jest punktem oparcia – bowiem przy chlebie spotykamy się z Bogiem i z ludźmi – i że w domu jest również potrzebny ołtarz ustawiony na właściwym miejscu. W domu potrzebne jest miejsce składania ofiary.
Ów model domu, domu Ojca Niebieskiego, każdy z nas musi zbudować przede wszystkim w swoim własnym sercu, a jeżeli w nim zostanie on zbudowany, człowiek przeniesie ten model do swojego mieszkania, czyli ukaże innym, jak piękny jest ten dom, w którym znajduje się miejsce spotkania z Bogiem i z ludźmi w duchu prawdziwej miłości; jak piękne jest ubóstwo, które na pierwszym planie widzi chleb jako wartość centralną, widzi człowieka głodnego i widzi tych, którzy potrzebują, aby się z nimi podzielić.
Można wtedy ukazać, jak piękny jest dom, w którym świadomie został zbudowany ołtarz, by człowiek mógł przy nim zapłakać, aby mógł złożyć na tym ołtarzu swe tęsknoty, pragnienia, ból samotności, boleść odrzucenia i zdrady. OŁTARZ MUSI BYĆ! Nie może istnieć dom bez ołtarza, dlatego że nie ma życia bez cierpienia, a cierpienie bez odniesienia go do Boga niszczy człowieka, natomiast odniesione do Boga i zamienione w ofiarę człowieka ubogaca.
Trwa Wielki Post. Zastanówmy się nad tym, czy najważniejszego elementu domu gdzieś nie przysypaliśmy i czy nie trzeba zrobić takiego porządku, jaki zrobił Pan Jezus w świątyni, by na nowo móc odkryć piękno Bożego prawa, piękno rodzinnego spotkania przy stole i piękno ofiary, którą trzeba składać, gdyż na tej ziemi ofiara jest nieunikniona.
