We Mszy świętej ofiara i uczta w ten sposób należą do tej samej tajemnicy, że wzajemnie się łączą bardzo ścisłym węzłem. Albowiem Pan w samej Ofierze Mszy świętej ofiaruje się wtedy, gdy staje się obecny sakramentalnie jako duchowy pokarm wiernych pod postaciami chleba i wina. W świetle tego rozumiemy, że pełne uczestnictwo we Mszy świętej tylko wtedy się dokonuje, gdy zasiadamy do stołu eucharystycznego. Bierzmy zawsze na serio przypomnienie i zarazem wezwanie Chrystusa: „Kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki”.
PIERWSZE CZYTANIE – Prz 9, 1-6
Chleb i wino na uczcie Mądrości
Czytanie z Księgi Przysłów
Mądrość zbudowała sobie dom,
wyciosała siedem kolumn,
nabiła swych zwierząt,
namieszała wina i zastawiła stół.
Służące odesłała i woła na wyżynnych miejscach miasta:
«Prostaczek niech tutaj przyjdzie!»
Do tego, komu brak rozumu, mówiła:
«Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem,
pijcie wino, które zmieszałam.
Odrzućcie naiwność, a żyć będziecie,
chodźcie prosto drogą rozsądku».
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, *
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem, *
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.
Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.
Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci, *
gdyż bogobojni nie zaznają biedy.
Bogacze zubożeli i zaznali głodu, *
szukającym Pana niczego nie zabraknie.
Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.
Zbliżcie się, synowie, posłuchajcie, co mówię, *
będę was uczył bojaźni Pańskiej.
Kim jest ten człowiek, który życia pożąda *
i długich dni pragnie, by się nimi cieszyć?
Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.
Powściągnij swój język od złego, *
a wargi swoje od kłamstwa.
Od zła się odwróć, czyń, co dobre, *
szukaj pokoju i dąż do niego.
Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.
DRUGIE CZYTANIE – Ef 5, 15-20
Napełniajcie się Duchem
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Efezjan
Baczcie pilnie, jak postępujecie:
nie jak niemądrzy, ale jak mądrzy.
Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe.
Nie bądźcie przeto nierozsądni,
lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana.
I nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości,
ale napełniajcie się Duchem,
przemawiając do siebie wzajemnie psalmami i hymnami,
i pieśniami pełnymi ducha,
śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach.
Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu
w imię Pana naszego, Jezusa Chrystusa.
Oto słowo Boże.
Alleluja, alleluja, alleluja.
Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije,
trwa we Mnie, a Ja w nim jestem.
Alleluja, alleluja, alleluja.
EWANGELIA – J 6, 51-58
Chleb żywy, który zstąpił z nieba
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do Żydów:
«Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba.
Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.
Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata».
Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc:
«Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?»
Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam:
Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego,
nie będziecie mieli życia w sobie.
Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne,
a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.
Ciało moje jest prawdziwym pokarmem,
a Krew moja jest prawdziwym napojem.
Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim.
Jak Mnie posłał żyjący Ojciec,
a Ja żyję przez Ojca,
tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie.
To jest chleb, który z nieba zstąpił,
nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali.
Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».
Oto słowo Pańskie.
KOMENTARZ
Jakże często sami ludzie stwarzają wielkie przeszkody, które uniemożliwiają im nawiązanie łączności z Bogiem. Jedną z takich właśnie przeszkód jest zbytnie przywiązanie do naszego ludzkiego sposobu myślenia. Najczęściej mamy tzw. własne spojrzenie na pewne sprawy i nie chcemy go zmienić nawet wtedy, gdy ono nie „pasuje” do tego, co mówi nam Pan Bóg. W związku z tym wydaje się nam, że pouczenia Boże są zbyt proste i dlatego trzymamy się własnej filozofii, jesteśmy też przekonani, że środki zaofiarowane przez Boga nie są skuteczne i dlatego ich nie doceniamy.
Tymczasem Pan Bóg nieustannie kieruje do wszystkich wezwanie i pragnie, abyśmy nauczyli się prawdziwej mądrości i zastosowali naprawdę skuteczne środki uświęcania. Człowiek wyszedł z rąk Boga i tylko w Nim może znaleźć to, co oświeci jego rozum i wzmocni słabą wolę. Stąd w Starym Testamencie mądrość – która była uosobieniem samego Boga – zbudowała sobie dom i wysłała poselstwo do ludzi. Ale oto patrzmy, do kogo zostało ono skierowane: „Prostaczek niech do mnie przyjdzie”. Prostaczek, o którym tu mowa, to nie prostak w ujemnym tego słowa znaczeniu, jak często pogardliwie mówimy o niektórych ludziach. Prostaczek (inaczej „maluczki”) to właśnie człowiek bez tego całego „ludzkiego balastu”, w postaci własnej „ciasnej filozofii”. Owszem, jest to człowiek zdający sobie sprawę ze swojej ludzkiej ograniczoności i dlatego otwarty szeroko na Boże działanie. Potrafi on – gdy o tylko sprawę tak oceni w świetle wymagań Bożych – odrzucić swoją dotychczasową „głupotę”, aby rozpocząć nowe życie i chodzić „drogą rozwagi”.
Również w Nowym Testamencie kieruje Bóg wezwanie poprzez swojego Syna, obiecującego człowiekowi wielkie rzeczy: „Kto pożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest Ciało moje za życie świata”; ale znowu nie wszyscy przyjmują to wezwanie: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?” Zapowiedź Chrystusa nie odpowiadała ich ludzkim wyobrażeniom, nie mieściła się w ich kategoriach myślenia i dlatego nie mogli się przestawić, aby uwierzyć słowom Chrystusa. A przecież byli to ci sami ludzie, którzy poprzedniego dnia patrzyli na cud rozmnożenia chleba na pustyni. Przecież i tamto przekraczało ich pojmowanie, ale nie mogli zaprzeczyć faktom, które oglądali własnymi oczami. Teraz, gdy Chrystus zapowiada rzeczy nie dające się doświadczyć zmysłami, powątpiewają zamiast przypomnieć sobie wczorajsze wydarzenia.
Czy i w nas nie ma coś z tego powątpiewania? Przecież Eucharystia miała być dla wszystkich chrześcijan chlebem powszednim; do wszystkich zostało skierowane wezwanie: „Bierzcie i jedzcie”.
Jeśli niełatwo jest zdobyć prawdziwą mądrość stanowiącą jakby pewną sumę wiedzy życiowej o człowieku oraz o jego stosunku do Boga i braci, to jeszcze znacznie trudniej jest postępować według tego, cośmy poznali. A przecież jest to konieczne. Najpierw dlatego, że powinniśmy ukazać swoim życiem chrześcijańską konsekwencję. Byłoby jakimś wielkim nieporozumieniem, gdybyśmy co innego mieli w swoich myślach i ustach, a o czym innym mówiło nasze postępowanie. Jest ponadto jeszcze inna racja, domagająca się wcielenia w życie „przyswojonej sobie mądrości”. Otóż gdy tego nie czynimy, grozi nam wielkie niebezpieczeństwo. Nie da się bowiem na dłuższą metę utrzymać rozbieżności pomiędzy tym, co stanowi naszą prawdziwą mądrość chrześcijańską, a naszym niewłaściwym postępowaniem. Wcześniej czy później złe uczynki prowadzą z konieczności do zmiany stosowanej przez nas oceny. Przez pewien czas prawidłowe działanie sumienia sprawia, że świadomość złego postępowania budzi w nas tzw. wyrzuty sumienia. Jeśli jednak z nich nie korzystamy, ale nadal źle postępujemy, wtedy „wyrzuty” powoli słabną i zdobywamy pozorny spokój. Zaczyna się też zmieniać nasza dotychczas prawidłowa ocena, która była przyczyną zbawiennych wyrzutów sumienia. I tak człowiek, który nie chciał dostosować postępowania do przyswojonej sobie mądrości, zaczyna powoli tak myśleć, jak postępuje. Staje się nierozsądny nie tylko w postępowaniu, ale także w swoim myśleniu. Pozorny zaś spokój sumienia jest zapowiedzią utwierdzenia się w złem, a więc rzeczy najbardziej przykrej.
Wykorzystajmy chwilę sposobną, ks. Andrzej Mojżeszko
Opowiadał pewien człowiek, że po powrocie z wojska przyjechał do matki i zamiast rozejrzeć się za pracą, myśleć o przyszłości, zaczął pić. Z początku jego matka tłumaczyła go: chłopak po wojsku, musi się wyszumieć. Jednak mijały tygodnie, a on nadal pił. Zaniepokojona kobieta zaczęła go błagać: „Synu, opamiętaj się, trzeba pomyśleć o życiu, dość już tej zabawy”. Ale on pomimo tych słów pił dalej. Matka zaczęła mu grozić: „Z domu cię wyrzucę, jak się nie poprawisz. Policję wezwę, na leczenie cię oddam”. Nic sobie z tego nie robił i w najlepsze bawił się dalej. Pewnego dnia kobieta przyszła do jego pokoju i usiadła na krawędzi łóżka. Kiedy myślał, że znów zacznie go prosić i straszyć, ona powiedziała: „Synu, ty już nie jesteś mój. Ktoś mi cię zabrał. Nic ci już nie będę mówić, będę się tylko modlić i pościć”. On na te słowa wybuchnął śmiechem. Powiedział: „Niech mamusia nie robi przedstawień” i poszedł się upić. Ale kiedy wrócił, ona rzeczywiście nic nie mówiła. Widział, jak siedzi w kuchni wciśnięta w kąt między oknem a lodówką. Następnego dnia, kiedy wrócił do domu, znów tam ją zastał. I trzeciego, i czwartego dnia ciągle ten sam widok… Tak przez kilka miesięcy. W końcu nie wytrzymał. Poszedł do kuchni, uklęknął przed matką i powiedział: „Mamo, pomóż mi, ja chcę się zmienić, ale nie mogę sobie dać rady sam ze sobą”. Pomogła. Lekarza na odwykówce ubłagała, by go przyjął, bo o miejsce było trudno. Wyszedł z tego. Mądra matka walczyła do końca. Zrozumiała, że Szatan nie boi się krzyku. On boi się modlitwy i postu (por. E. Staniek, Modlitwa marnotrawnego syna).
Święty Paweł pisze do nas: „Baczcie pilnie, bracia, jak postępujcie: nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana”. W przytoczonej opowieści młody człowiek postępował po prostu głupio, niemądrze, nierozsądnie. Gdyby nie mądra matka, z pewnością przegrałby swoje życie. Matka nie poddała się, wykorzystała „chwilę sposobną” i rozpoczęła szturm do nieba. Zrozumiała, że Bóg chce jej modlitwy, postu, i wyprosiła miłosierdzie dla syna.
Kiedy czytamy Ewangelię, to dość szybko możemy zauważyć, że Pan Jezus rzadko stosuje pochwałę. W stosunku do swoich uczniów o wiele częściej stosuje naganę. Mówi, że ich wiara jest mała. Zadaje pytanie: „Dlaczego zwątpiłeś?”. Często słyszymy mobilizujące upomnienia – są one wezwaniem mówiącym: stać cię na więcej! Natomiast pochwały są skierowane do pogan, którzy wykazali wiarę. Pochwałę skierował do setnika, który prosił o uleczenie swego sługi. Pan Jezus rzekł: „Przyjdę”. Ale setnik, Rzymianin, wiedział, że Żyd nie powinien przekroczyć progu domu poganina, więc powiedział niesamowite słowa, które powtarzamy podczas każdej Mszy św.: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie”. Słysząc te słowa, Jezus powiedział: „Nie spotkałem tak wielkiej wiary w Izraelu”.
Co Pan Jezus chwali? Chwali właściwy kierunek życia. Jeśli widział, że myślenie człowieka idzie we właściwym kierunku, to udzielał pochwały. Maria, która chciała namaścić stopy olejkiem, nie zastanawiała się nad tym, czy olejek jest drogi. Wiedziała, dla kogo go przeznacza, i za to została pochwalona. Natomiast naganę dostał Judasz: „Zostaw ją. Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu”.
Ludzie są uparci. Widać to również w Ewangelii. Są oporni i trwają w swoim myśleniu – byle tylko nie postępować tak, jak chce Bóg. Matka w przytoczonej na początku historii próbowała groźbą przekonać syna, aby zmienił swoje życie. Nie pomogło. Użyła wtedy niezawodnego środka, jakim jest modlitwa. Do modlitwy dołączyła post.
Już kolejny raz w tym miesiącu słuchamy zachęty Jezusa, aby spożywać Jego Ciało. To nie jest przypadek. To wyraźny znak, abyśmy sięgnęli po ten pokarm, który daje życie wieczne. „Jeżeli nie będziecie spożywać ciała Syna Człowieczego… nie będziecie mieli życia w sobie”. Ton Jezusa jest wyraźnie rozkazujący. On nie prosi – On nawołuje. „Nie będziecie mieli życia w sobie”.
Nie bądźmy uparci, ale zróbmy wszystko, aby posłuchać wołania Jezusa. Nie postępujmy jak niemądrzy, ale dajmy się przekonać. Postarajmy się zrozumieć wolę Boga. Perspektywa jest oczywista: albo przegramy życie, albo wygramy. Przegramy, gdy nie posłuchamy Boga. Wygramy, jeśli wykorzystamy chwilę sposobną…
