Stając wobec Bożego majestatu, czujemy się przygnieceni ciężarem naszych grzechów. Pociechą dla nas staje się wtedy uświadomienie sobie Bożej miłości względem człowieka. W Chrystusie Bóg pojednał ze sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów. Co więcej, nasz niebieski Ojciec czeka nawet na tych, którzy zbłądzili i okazali niewierność. Przyjmuje ich z otwartymi rękoma, nie czyniąc żadnych wymówek.
Aby jednak skorzystać z tej Bożej dobroci, trzeba przyjąć postawę marnotrawnego syna, który uznał swoją winę, postanowił wyznać grzechy i rozpocząć nowe życie.
PIERWSZE CZYTANIE – Joz 5, 9a. 10-12
Naród wybrany obchodzi pierwszą Paschę w Ziemi Obiecanej
Czytanie z Księgi Jozuego
Pan rzekł do Jozuego:
«Dziś zrzuciłem z was hańbę egipską».
Rozłożyli się obozem Izraelici w Gilgal i tam obchodzili Paschę
czternastego dnia miesiąca wieczorem, na stepach Jerycha.
Następnego dnia Paschy jedli z plonu tej krainy,
chleby przaśne i ziarna prażone tego samego dnia.
Manna ustała następnego dnia, gdy zaczęli jeść plon tej ziemi.
Nie mieli już więcej Izraelici manny,
lecz żywili się tego roku plonami ziemi Kanaan.
Oto słowo Boże.
DRUGIE CZYTANIE – 2 Kor 5, 17-21
Bóg pojednał nas z sobą w Chrystusie
Czytanie z Drugiego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Jeżeli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem.
To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.
Wszystko zaś to pochodzi od Boga,
który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił nam posługę jednania.
Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat,
nie poczytując ludziom ich grzechów,
nam zaś przekazując słowo jednania.
Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego,
który przez nas udziela napomnień.
W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!
On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu,
abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.
Oto słowo Boże.
EWANGELIA – Łk 15, 1-3. 11-32
Przypowieść o synu marnotrawnym
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.
Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc:
«Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:
«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca:
„Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”.
Podzielił więc majątek między nich.
Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony
i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie,
i on sam zaczął cierpieć niedostatek.
Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy,
a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie.
Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie,
lecz nikt mu ich nie dawał.
Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba,
a ja tu przymieram głodem.
Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu:
„Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie;
już nie jestem godzien nazywać się twoim synem:
uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”.
Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko;
wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go.
A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie,
już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.
Lecz ojciec powiedział do swoich sług:
„Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go;
dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi!
Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się,
ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”.
I zaczęli się weselić.
Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu.
Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce.
Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł:
„Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę,
ponieważ odzyskał go zdrowego”.
Rozgniewał się na to i nie chciał wejść;
wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu:
„Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu;
ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi.
Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami,
kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”.
Lecz on mu odpowiedział:
„Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy.
A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył;
zaginął, a odnalazł się”».
Oto słowo Pańskie.
KOMENTARZ
W okresie czterdziestodniowego przygotowania do Świąt Wielkanocnych często podejmujemy tematykę dotyczącą grzechu. Chodzi zaś zawsze o to, byśmy zrozumieli, że grzech jest rzeczywiście złem, którego za wszelką cenę należy unikać. Jeżeli zaś damy się czasem uwikłać w sidła grzechu, to otrzymujemy przypomnienie, że Chrystus pozostawił w Kościele posługę pojednania i dlatego stale nas wzywa: „Pojednajcie się z Bogiem”.
Wejście do ziemi obiecanej było niezwykle ważnym aktem w historii Izraela. Stanowiło przecież wypełnienie obietnic danych przez Boga Abrahamowi, kończyło też okres długiej, bo 40 lat trwającej podróży zapoczątkowanej wyjściem z Egiptu, i rozpoczynało nowy okres w życiu narodu wybranego. Nic przeto dziwnego, że ze szczególną radością obchodzili Żydzi Paschę na ziemi palestyńskiej.
Pascha, czyli żydowskie święta wielkanocne, została ustanowiona na pamiątkę wyjścia z Egiptu. Jest to najstarsze i do dziś obchodzone przez Żydów święto. Punktem centralnym było spożywanie baranka, którego przygotowywano zgodnie z przepisanym obrzędem. Ono właśnie przypominało Izraelitom ocalenie ich pierworodnych przy wyjściu z Egiptu. Na święta wielkanocne należało pozbyć się wszelkich kwaszonych pokarmów, a przygotować nowe przaśne pożywienie, co miało symbolizować wewnętrzną odmianę.
Nie ulega wątpliwości, że składanie co roku ofiary baranka i samo obchodzenie świąt wielkanocnych przez naród wybrany było figurą, czyli zapowiedzią czegoś, co miało stać się w przyszłości. Żydowska Pascha zapowiadała naszą Wielkanoc.
Słowo pascha oznacza przejście. W wypadku narodu żydowskiego chodziło o przejście, jakie dokonało się w chwili wyjścia z Egiptu. Stanowiło ono przejście ze stanu niewoli do wyzwolenia, którego niejako ukoronowaniem było zdobycie Palestyny, czyli ziemi obiecanej. Nasza pascha zaczęła się przejściem Chrystusa ze śmierci krzyżowej do chwały zmartwychwstania, ponieważ wraz z Chrystusem przeszli ci wszyscy, którzy łączą się w Nim przez wiarę.
W Chrystusie zostaliśmy powołani do sprawiedliwości, a więc do doskonałości, świętości, czyli życia zgodnego z Ewangelią. Św. Paweł wypowiada dziś tajemnicze słowa, że Bóg uczynił swego Syna dla ludzi grzechem, aby ich wyrwać z niewoli grzechu. Ten, który nie znał grzechu – bo stał się wprawdzie do nas podobny we wszystkim, ale oprócz grzechu – poszedł na krzyż zamiast grzesznego człowieka, aby zniszczyć potęgę szatana i grzechu. W ten sposób dał nam możność stania się nowym stworzeniem. Warunkiem jednak spełnienia się tego jest „pozostawanie” w Chrystusie. Wiadomo, że nasze wszczepienie się w Jezusa następuje przez chrzest: zanurzamy się wtedy w śmierci Chrystusa, aby odtąd chodzić w nowości życia.
Chociaż przez chrzest zostajemy wprowadzeni w stan przyjaźni z Bogiem, którego możemy nazwać swym Ojcem, jednak często podobni jesteśmy do tego marnotrawnego syna opuszczającego dom rodzinny i postanawiającego szukać szczęścia na własną rękę. Nie trzeba nam chyba wskazywać na to, że opuszczenie domu Ojca niebieskiego następuje przez każdy grzech zrywający przyjaźń z Bogiem.
Jednakże syn marnotrawny uczy nas również, w jaki sposób mamy powrócić do domu Ojca. Punktem wyjścia jest powiedzenie sobie prawdy. Nie zawsze przychodzi ono łatwo, stąd nieraz nawet przez długi czas trwamy w grzechu i nie mamy odwagi powiedzieć sobie, że droga grzechu nie przyniosła nam wcale szczęścia, którego na niej szukaliśmy. Trzeba sobie zatem jasno powiedzieć: zbłądziłem, muszę zawrócić ze złej drogi. Dobry Bóg wiedział o tym, że będziemy nieraz błądzić w naszym życiu, dlatego zostawił w Kościele wielki dar, a mianowicie posługę jednania, która jest sprawowana w sakramencie pokuty. Dzięki niej dokonuje się nasze prawdziwe nawrócenie i przyjęcie do domu Ojca. Żeby jednak tak rzeczywiście się stało, musimy podjąć kilka poważnych aktów na wzór syna marnotrawnego.
Uznał on najpierw swoją winę, co stanowiło dla niego jakby rachunek sumienia. Następnie bolał nad tym, że doprowadził do takiego przykrego stanu. Właśnie spośród aktów penitenta na pierwszym miejscu należy wyliczyć żal za grzechy, który jest bólem duszy i obrzydzeniem sobie popełnionego grzechu, złączonym z postanowieniem nie grzeszenia w przyszłości. Zamierzając powrócić do domu Ojca, syn marnotrawny nastawiał się na to, że więcej tego domu nie opuści, a więc nie powróci do grzechu.
Przez żal i mocne postanowienie poprawy winna się dokonać nasza wewnętrzna przemiana, dzięki której zaczynamy myśleć, sądzić i układać swoje życie w zupełnie inny niż dotąd sposób oraz nastawiamy się na to, by przyjąć światłość i miłość Boga i na co dzień postępować zgodnie z Ewangelią. Z tego widzimy, że żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy nie mogą być tylko jakimś aktem zewnętrznym, wypowiedzeniem pewnej modlitewnej formuły, nie wprowadzającym żadnej zmiany w naszym życiu.
Po takim dogłębnym przygotowaniu ma nastąpić wyznanie grzechów. Stanowi ono część składową sakramentu pokuty, a wypływa z prawdziwego poznania siebie w obliczu Boga oraz z żalu za grzechy. Syn marnotrawny przyszedł do Ojca i wyznał swój grzech: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko Bogu i względem Ciebie”. Z woli Chrystusa mamy obowiązek wyznać nasze grzechy wobec Jego szafarza w sakramencie pokuty. Indywidualne i pełne wyznanie grzechów śmiertelnych w sakramencie pokuty oraz uzyskane następnie rozgrzeszenie stanowią jedyny zwyczajny środek pojednania wiernych z Bogiem i Kościołem, chyba że niemożność fizyczna lub moralna zwalnia od takiej spowiedzi. Są to jednak naprawdę wyjątkowe sytuacje. Wierni, którzy doszli do wieku rozeznania (między dobrem i złem), mają obowiązek wyznać przynajmniej raz w roku wszystkie swoje grzechy.
Prawdziwe nawrócenie zostaje dopełnione przez zadośćuczynienie, które wymaga nieraz naprawienia szkody, zawsze zaś żąda wypełnienia nałożonej pokuty oraz poprawy życia. Aby otrzymać rozgrzeszenie, trzeba przynajmniej wewnętrznie nastawić się na uczynienie tego wszystkiego. Grzesznikowi, który swoje nawrócenie wewnętrzne ukazuje na zewnątrz słudze Kościoła w sakramencie spowiedzi, Bóg udziela swego przebaczenia przez znak rozgrzeszenia i w ten sposób zostaje dopełniony sakrament pokuty. Zgodnie bowiem ze swoją ekonomią, Pan Bóg chce za pośrednictwem znaków widzialnych udzielać nam zbawienia i nawiązywać zerwane przymierze.
Ci, którzy przez grzech śmiertelny znaleźli się poza wspólnotą miłości Bożej, w sakramencie pokuty powracają do życia, które utracili. Natomiast ci, którzy popełnili tylko grzechy powszednie, przystępując do sakramentu pokuty otrzymują wzmocnienie, aby osiągnąć pełną wolność dzieci Bożych. Częste i właściwe korzystanie z tego sakramentu jest bardzo pożyteczne, nawet wtedy gdy mamy do wyznania jedynie grzechy powszednie.
Każde uczestniczenie we Mszy św. nie tylko przypomina nam prawdę o grzechu, który potrzebował krzyża dla przebłagania zagniewanego Boga, ale jednocześnie wskazuje na konieczność nawiązania przyjaźni z Ojcem niebieskim, jeśli zerwaliśmy ją przez grzech śmiertelny. Pamiętajmy o tym, że nie wystarcza wtedy odmówić spowiedź powszechną razem z innymi na początku Mszy św. Akt pokuty, którym rozpoczynamy każdą Ofiarę Ciała i Krwi Chrystusa, stanowi tylko przypomnienie obowiązku korzystania z sakramentu pokuty i jakieś przygotowanie do tego rodzaju pełnego nawrócenia, które dopiero pozwala nam zasiąść do uczty eucharystycznej.
Inna natomiast sytuacja jest wtedy, gdy stajemy przed ołtarzem obciążeni jedynie powszednimi winami. Jak wiadomo sakrament Eucharystii gładzi codzienne przewinienia i umacnia naszą wolę, abyśmy nawet w tych drobnych sprawach potrafili dochować Bogu wierności.
Bolesne napięcia rodzinnego domu, ks. Edward Staniek
Mieć dom, wspaniałego ojca i brata. Mieć chleb oraz miejsce przy ojcowskim stole i zostawić to wszystko, by wybrać życie, które jest zabawą… Taka decyzja jest szaleństwem. Syn chciał się bawić, chciał wykorzystać wolność i pieniądze wyłącznie do szukania przyjemności. I szalał, zaspokajał wszystkie najniższe pragnienia, które tłumił, gdy mieszkał w ojcowskim domu. Wydawało mu się, że wreszcie jest sobą.
Brakowało mu jednak roztropności. Nie pomyślał o tym, że przyjemność kosztuje, a pieniądze szybko znikają z kieszeni. W dodatku wyrafinowani ludzie zabawy doskonale wiedzą, jak się bawić cudzym kosztem. Potrafią wyciągnąć od innych ich oszczędności. Oni tworzą środowisko. Syn takiego środowiska szukał, za takim tęsknił i wreszcie znalazł. To było jego szczęście. Nawet się nie zorientował, kiedy ta droga doprowadziła go na dno nieszczęścia, a towarzysze zabawy się ulotnili.
Żeby przeżyć, trzeba było zamienić się w najemnego robotnika. I tak z trudem zarabiał na skromny posiłek, skoro pachniało mu jedzenie w korycie świń. Głód zmusił go do myślenia. Wspomniał rodzinny dom. Wspomniał uczciwą pracę najemników i smak chleba leżącego na rodzinnym stole.
Na szczęście mógł porównać swoje opłakane położenie z sytuacją panującą u jego ojca. Wyszedł z domu, więc wiedział, że taki dom jest. Jak do niego wrócić? Ileż trzeba upokorzeń, by podejść do ojca i przeprosić. Czuł, że miejsce przy stole już do niego nie należy. Ojciec wcale nie miał obowiązku mu przebaczyć. Musiał się liczyć z naganą i wszystkimi konsekwencjami. Dlatego poprosił jedynie o pracę najemnego robotnika.
Doświadczył trzech środowisk: ojcowskiego domu wypełnionego szczęściem, dyskoteki pełnej rozbawionych kumpli od kieliszka i seksu oraz gorzkiego chleba pasterza świń. Dopiero na końcu zaczął myśleć, jak porzucić pracę przy cudzych świniach i wrócić do ojcowskiego domu. Nie wiadomo, jak długo mogło trwać w nim wewnętrzne zmaganie. Ostatecznie zdecydował się na powrót do ojca.
Jezus w przypowieści ukazuje mechanizm nawrócenia. Kiedy syn odchodził od ojca, odwrócił się do niego plecami. Kiedy wracał, odwrócił się plecami do świń i do przyjaciół z dyskoteki. Wracał głodny, w łachmanach, brudny i śmierdzący. Był coraz bliżej domu. Niósł w sercu gorycz swej głupoty. Miał jednak tyle odwagi, że spojrzał w oczy rodzica i wyznał, że był głupi.
Decyzja odejścia z domu była głupia. Decyzja zerwania z grzechem była mądra. Zapłacił za tę lekcję mądrości wielką cenę. Tak wielką, że już nie będzie mu się chciało powtórzyć swego błędu. Zmądrzał. A ojciec czekał na mądrego syna, bo gdy był w rodzinnym domu, był głupi. Gdyby był mądry, to albo by z niego nie odszedł, albo jakiś czas po odejściu prosiłby ojca na wesele, pokazując pomnożony majątek.
W tej przypowieści ukazany jest jak na dłoni dramat młodego pokolenia. Takich młodych ludzi są tysiące. Są w rodzinnym domu i brakuje im odwagi, by z niego odejść. Trzeba mieć sporo siły, by po zyskaniu pełni dojrzałości i ujęciu w rękę dowodu osobistego odciąć pępowinę i zdać egzamin ze swej mądrości i wolności. Udowodnić sobie i rodzicom, że potrafi się żyć w oparciu o własne rozliczenie. Kto wchodzi w dwudziesty rok życia nie może już czekać na to, że tata kupi mu buty, a mama ugotuje obiad. Uzależnienie od domu rodzinnego należy do bardzo tragicznych w skutkach zniewoleń człowieka.
Obecnie mamy do czynienia jeszcze z innym obliczem rodzinnego dramatu. Oto mamusia lub tatuś nie są w stanie „odstawić dziecka od piersi”. To oni są uzależnieni od potomstwa. Syn ma trzydzieści lat i dalej należy do osesków, córka ma trzydzieści pięć lat i nie wolno jej chodzić tam, gdzie chce, bo musi o wszystko pytać rodziców. Ileż dramatów małżeńskich tu ma swe źródło. Ile rozdartych rodzin jedynie dlatego, że mama nie akceptowała synowej i zmusiła synka do tego, by wrócił do domu. Uzależniony od mamy zostawił żonę i dziecko i wrócił do mamusi.
To samo ma miejsce, gdy mama nie toleruje zięcia i nieustannie krytykuje go w oczach córki, dążąc do tego, by wróciła na jej łono, bo ona chce mieć całkowitą kontrolę nad nią i wnukiem. Uzależnienia rodzinne są niezwykle mocne i trzeba wielkiej siły ducha, aby się im przeciwstawić. Czasem młodzi płacą za to łzami, bo tata chce decydować o wszystkim albo mamusia ma pierwszy głos i cokolwiek byłoby zrobione nie tak, jak ona sobie życzy, jest przyjmowane z wielką awanturą.
Marnotrawny syn nie był uzależniony od ojca, a i ojciec nie zabiegał o uzależnienie go od siebie. Wychowywał dzieci do wolności i wierzył, że ta inwestycja się opłaci. Mądrość przyszła późno, ale jej fundamentem był wkład ojca w wychowanie.
Przypowieść pozwala prześledzić formy odniesień rodziców do dzieci i odwrotnie:
1. Uzależnienie dziecka od rodziców i rodziców od dziecka.
2. Źle wykorzystaną wolność i zaufanie rodziców przez dziecko, które szuka szczęścia w pogoni za przyjemnościami, a nie w doskonaleniu odpowiedzialności.
3. Nieumiejętność doboru towarzystwa i tworzenia środowisk, które mobilizują do wzrostu, a nie dołują człowieka.
4. Klęskę, gdy dziecko stoczy się do poziomu pasterzy świń i zostanie w tym środowisku już na zawsze, często uzależnione od alkoholu, narkotyków czy seksu.
5. W przypowieści jest też mowa o porządnym dziecku, które domu nie opuściło, nie było też uzależnione od ojca. Jego dramat polegał na tym, że nie nauczyło się przebaczać bratu.
Wspaniały ojciec, który miał sporo kłopotu ze swymi dziećmi. Liczy się jednak zawsze ostateczny wynik. Czy dom odniósł zwycięstwo i wychowane w nim serce wróci do niego? Może nie zawsze wróci przed śmiercią rodziców, ale kiedyś powróci i uzna, że w życiu zmarnowało wiele.
Skoro syn potrafił odbić się od dna i wrócić nie tylko do ojcowskiego domu, ale też do ojcowskiego stołu, to znak nadziei, że żadna rodzinna sytuacja, która uzależnia człowieka od innych i ogranicza jego wolność, nie jest w stanie zniewolić go do tego stopnia, by nie mógł zbudować w sercu domu pełnego ciepła i pachnącego dobrym chlebem dla wszystkich, którzy zapukają do jego drzwi. Nawrócenie jest zawsze możliwe tak długo, jak długo jesteśmy na ziemi. Trzeba jedynie śpieszyć się z powrotem do Ojca, który nas kocha, bo nie znamy dnia ani godziny. Nawrócenia nie wolno odkładać na jutro, bo takie odkładanie jest dowodem, że nasze decyzje ciągle są głupie, Bogu zaś najbardziej zależy na naszej mądrości, bo to ona swymi czynami oddaje chwałę Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Amen.
