Słowo

DWUDZIECTA TRZECIA NIEDZIELA ZWYKŁA – ROK C – 7.09.2025

Tajemnica eucharystyczna jest prawdziwie ośrodkiem świętej liturgii, a nawet całego życia chrześcijańskiego. Z tej racji Kościół, pouczony przez Ducha Świętego, stara się z dnia na dzień coraz bardziej ją zgłębić i pełniej nią żyć (EM, nr 1). Pamiętajmy, że jest to obowiązkiem każdego wiernego zwłaszcza wtedy, gdy staje przy ołtarzu Pańskim dla sprawowania Ofiary Ciała i Krwi Chrystusa.
Jeśli jednak pragniemy naprawdę zgłębiać tę tajemnicę, musimy się odpowiednio przygotować, przede wszystkim przez otwarcie swojego serca na Boże działanie.

 

PIERWSZE CZYTANIE – Mdr 9, 13-18
Prawdziwa mądrość

Czytanie z Księgi Mądrości

Któż z ludzi rozezna zamysł Boży albo któż pojmie wolę Pana?
Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne,
bo śmiertelne ciało przygniata duszę
i ziemski namiot obciąża rozum pełen myśli.
Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi,
z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką – a któż wyśledzi to, co jest na niebie?
Któż poznał Twój zamysł, gdy nie dałeś Mądrości,
nie zesłałeś z wysoka Świętego Ducha swego?
I tak ścieżki mieszkańców ziemi stały się proste,
a ludzie poznali, co Tobie miłe, i zostali ocaleni przez Mądrość.

Oto słowo Boże.

 

PSALM RESPONSORYJNY

Refren: Panie, Ty zawsze byłeś nam ucieczką.

Obracasz w proch człowieka *
i mówisz: «Wracajcie, synowie ludzcy».
Bo tysiąc lat w Twoich oczach *
jest jak wczorajszy dzień, który minął, albo straż nocna.

Refren: Panie, Ty zawsze byłeś nam ucieczką.

Porywasz ich, stają się niby sen poranny, *
jak trawa, która rośnie:
rankiem zielona i kwitnąca, *
wieczorem więdnie i usycha.

Refren: Panie, Ty zawsze byłeś nam ucieczką.

Naucz nas liczyć dni nasze, *
byśmy zdobyli mądrość serca.
Powróć, Panie, jak długo będziesz zwlekał? *
Bądź litościwy dla sług Twoich!

Refren: Panie, Ty zawsze byłeś nam ucieczką.

Nasyć nas o świcie swoją łaską, *
abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami *
i wspieraj pracę rąk naszych, dzieło rąk naszych wspieraj!

Refren: Panie, Ty zawsze byłeś nam ucieczką.

 

DRUGIE CZYTANIE – Flm 9b-10. 12-17
Wszyscy są braćmi

Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Filemona

Najdroższy:
Ja, stary Paweł, a teraz jeszcze więzień Chrystusa Jezusa,
proszę cię za moim dzieckiem,
za tym, którego zrodziłem w kajdanach, za Onezymem.
Jego ci odsyłam; ty zaś jego, to jest serce moje, przyjmij do domu.
Zamierzałem go trzymać przy sobie,
aby zamiast ciebie oddawał mi usługi w kajdanach,
które noszę dla Ewangelii.
Jednakże postanowiłem nie czynić niczego bez twojej zgody,
aby dobry twój czyn był nie jakby z musu, ale z dobrej woli.
Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas,
abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika,
lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego.
Takim jest on zwłaszcza dla mnie,
ileż więcej dla ciebie zarówno w doczesności, jak i w Panu.
Jeśli więc się poczuwasz do łączności ze mną, przyjmij go jak mnie.

Oto słowo Boże.

 

Alleluja, alleluja, alleluja.

Okaż Twemu słudze światłość swego oblicza
i naucz mnie Twoich ustaw.

Alleluja, alleluja, alleluja.

 

EWANGELIA – Łk 14, 25-33
Kto nie wyrzeka się wszystkiego, nie może być uczniem Jezusa

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich:
«Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki,
żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego,
nie może być moim uczniem.
Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.
Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków,
czy ma na wykończenie?
Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć,
wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego:
„Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.
Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem,
nie usiądzie wpierw i nie rozważy,
czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu,
który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu?
Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko,
i prosi o warunki pokoju.
Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada,
nie może być moim uczniem».

Oto słowo Pańskie.

 

KOMENTARZ

Gdyby postawić pytanie: co to jest mądrość albo kogo nazwiemy mądrym? – na pewno padałyby różne odpowiedzi. Najczęściej mądrość jest utożsamiana z wiedzą. Stąd o człowieku, który posiada rozległą wiedzę, mówimy z podziwem: ale ten człowiek mądry. Po wnikliwszym wszakże zastanowieniu się nad tą sprawą dochodzimy do wniosku, że wiedza stanowi jeden tylko element mądrości. Często przecież stwierdzamy, że ktoś dużo wie, a niemądrze postępuje. Jeszcze bardziej lapidarnie wyrażają się czasem ludzie prości: „niby uczony – a głupi”. W tym wszystkim dostrzegamy to wspólnego, że prawdziwa mądrość musi obok wiedzy zawierać także przedziwną umiejętność zastosowania jej w codziennym życiu. Owszem, zdarza się i w ten sposób, że nie wahamy się nazwać mądrym człowieka, który wprawdzie nie odbywał długich studiów, albo prawie w ogóle się nie uczył, ale za to – dzięki zdobytemu doświadczeniu życiowemu – potrafi sam dobrze postępować i udzielać nawet innym ludziom właściwych wskazówek życiowych.
Pismo święte niejednokrotnie zaleca mądrość, ale zawsze podkreśla, że ma ona swoje źródło w Bogu. To właśnie Stwórca wszechrzeczy jest najmędrszy, a człowiek o tyle tylko staje się mądry, gdy swoim umysłem dosięga tej najwyższej mądrości. Aby to ludziom umożliwić, posłał Pan Bóg na świat swojego Syna, który stał się człowiekiem i zamieszkał wśród ludzi, aby wszystkim dać możność wniknięcia w głębię Bożej mądrości.
Mądrość, której zdobycie udostępnił nam Zbawiciel, jest w wielu wypadkach różna od tej, którą osiągają ludzie związani mocno ze światem doczesnym. Co więcej, mądrość ewangeliczna jest oceniana przez ludzi tego świata jako nieroztropność, jako marnowanie życia. Tak np. ziemska mądrość nakazuje cenić to, co tutaj na tym świecie daje zadowolenie, podczas gdy mądrość ewangeliczna każe często wybrać krzyż, każe postawić najwyżej Chrystusa, choćbyśmy nawet musieli na skutek tego wyrzec się naszych najbliższych, a więc ojca czy matki.
Niewątpliwie wymagająca jest mądrość, której osiągnięcie umożliwił nam Chrystus, ale też przewyższa ona o całe niebo tę mądrość, którą zaofiarowuje świat. Ta ostatnia jest – mówiąc obrazowo – krótkowzroczna, ponieważ buduje na tym, co doczesne, a więc przemijające. Tymczasem człowiek powinien być w swoich planach dalekosiężny. Zanim zatem przystąpi do działania, musi wszystko dokładnie skalkulować w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ma być podobny do tego, który pragnąc wybudować wieżę, najpierw usiadł i porobił dokładne obliczenia – lub do tego, co mając stoczyć walkę ze swoim przeciwnikiem, wpierw usiadł i w spokoju rozważył, jak wszystkie sprawy wyglądają, czy może liczyć na zwycięstwo.
Tak oto mądrość ewangeliczna, chociaż często ludziom tego świata wydaje się niezrozumiałą, jest najwyższą mądrością, bo ma swoje źródło w Bogu i do niego prowadzi.
Anglik Izaak Newton (+ 1727 r.) pisze: „Ogólny celowy porządek we wszechświecie musiał wyniknąć z umysłu i woli koniecznie istniejącej istoty… Podziwu godny system słońca, planet i komet mógł powstać tylko jako wykonanie planów i wyroków jednego wszechmądrego i wszechpotężnego bytu. Podziwiamy Go dla Jego doskonałości i modlimy się doń, jako do sternika świata”. Newton udawał się codziennie na modlitwę do kaplicy uniwersyteckiej, na słowo „Bóg” odkrywał głowę i zawsze z największą czcią wyrażał się o Bogu. Kiedy raz ktoś wobec niego ośmielił się zażartować z religii, Newton uciszył go, mówiąc: „Milcz pan, ja te rzeczy głębiej zbadałem!” Koniec życia Newton poświęcił badaniu Apokalipsy.

Badacze starożytności chrześcijańskiej stawiają niejednokrotnie pytanie: czy i ewentualnie co uczyniła Ewangelia dla tych, którzy byli w tym czasie niewolnikami. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że chrześcijaństwo niewiele uczyniło, aby ulżyć doli tych ludzi nieszczęśliwych. Wszak nie nawoływano ludzi ciemiężonych do podjęcia powstania przeciwko ich panom; owszem, zdawało się sankcjonować istniejący porządek rzeczy. Kiedy jednak bliżej zapoznajemy się z tą sprawą, dochodzimy do całkiem przeciwnych wniosków.
Prawdą jest, że ani Apostołowie, ani pierwsi biskupi czy inni odpowiedzialni za głoszenie Ewangelii nie nawoływali bezpośrednio do zrzucenia kajdan niewoli; ale przecież historia potwierdziła, że ta forma walki z niewolnictwem nie była skuteczna (np. powstanie niewolników sprowokowane przez Spartakusa: + 71 r. przed Chr.). Trzeba natomiast powiedzieć, że chrześcijaństwo zaczęło „rozsadzać” od wewnątrz instytucję niewolnictwa. Św. Paweł nazywa niewolnika Onezyma swoim dzieckiem i zwraca uwagę jego panu, że powinien go przyjąć nie jako niewolnika, ale jako umiłowanego brata. Tenże Apostoł powie, że w Chrystusie została zatarta istniejąca dotychczas między ludźmi różnica i dlatego odtąd nie ma już więcej niewolnika i wolnego, ale wszyscy są równi wobec Boga. Zrozumiałą jest rzeczą, że w takiej sytuacji chrześcijańscy właściciele niewolników sami wyzwalali ich, czyli dawali wolność, zachowując – gdy tego pragnęli – u siebie już nie jako niewolników, ale braci w Chrystusie.

 

OBOJĘTNOŚĆ, ks. Edward Staniek

Św. Paweł napisał szereg listów pasterskich. Są to traktaty, w których autor poucza, daje wskazówki, upomina. Wśród tych listów zachował się jeden, pisany własnoręcznie, krótki, bez żadnych wykładów i pouczeń. To list skierowany do Filemona z prośbą o załatwienie konkretnej sprawy. Paweł przebywając w więzieniu spotkał zbiegłego niewolnika. Osobiście znał jego pana. Sprawa była poważna. Zbiegły niewolnik według prawa rzymskiego zasługiwał na surową karę. Schwytany zostawał zakuty w żelazną obrożę, a na czole wypalano mu znamię uciekiniera. Paweł wie, że udzielanie pomocy zbiegowi jest również karane, ale miłość nie pozwala mu przejść obojętnie obok potrzebującego pomocy. Pisze list polecający. List wspaniały, pisany sercem. Wręcza go niewolnikowi Onezymowi i odsyła go do jego pana.
Nie wiem, czy w ciągu wieków powiedziano kiedykolwiek więcej słów o miłości niż w naszych czasach. Ciągle mówi się o wielkich problemach: umierający z głodu, samotni, analfabeci, biedni, wyzyskiwani, więzieni, chorzy. W imię miłości i braterstwa winniśmy im pomóc. Konferencje, spotkania, odczyty, uchwały… Ale równocześnie nie wiem, czy w historii był wiek tak opanowany przez obojętność, jak nasz. Obojętność i nieczułość, to groźna choroba naszych czasów. Przejawów jest wiele. Chciałbym zwrócić uwagę na dwa.
Współczesną obojętność można porównać do choroby dalekowidza. Ludzie dostrzegają wielkie problemy ludzkości: głodnych w Indiach, trędowatych na Madagaskarze, więźniów w Chile, a nie widzą głodnego chłopca na tej samej klatce schodowej, chorego na serce we własnym domu, kolegi z pracy przebywającego w więzieniu.

Są ludzie, którzy potrafią pisać artykuły o miłości, o człowieku, o odpowiedzialności, ale nie zorganizują pomocy dla starca leżącego od pięciu lat za ich ścianą. Widzą problemy, nie widzą człowieka.

Matkę Teresę z Kalkuty zapytał ktoś, czy nie przerażają jej tłumy ludzi w nędzy? Odpowiedziała: „Nigdy nie pielęgnuję tłumów, tylko jedną osobę. Zaczynam od jednej osoby, potem, jeśli mogę, zajmuję się następną. Gdybym patrzyła na tłumy, nie zaczęłabym nigdy”. Prawdziwa miłość wie, że nie można nakarmić tłumów, trzeba zadbać o człowieka. Prawdziwa miłość jest konkretna i dlatego nigdy nie jest obojętna. Miłość zawsze widzi przede wszystkim tych, którzy są blisko, i od nich zaczyna. Drugi objaw obojętności to znieczulica, to zwapnienie serca. Dla miłości rzeczy małe są równie ważne, jak i wielkie, a w wielu wypadkach są nawet ważniejsze od wielkich. Wielkie zdarzają się rzadko, z małych składa się życie. Mąż w dniu urodzin przynosi żonie kwiaty. Uroczysty dzień. Ale od miesięcy nie zapytał jej, jak się czuje, dlaczego wstaje rano taka zmęczona, dlaczego jej lewa ręka trzęsie się, kiedy wraca z zakupów. Urodziny są raz na trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Dla prawdziwej miłości ważniejsze są trzysta sześćdziesiąt cztery dni niż ten jeden. Zwapnione przez obojętność serce nie reaguje na drobiazgi, nie interesuje się łzą, która spływa po policzku dziecka, siwym włosem, który pojawił się na głowie niegdyś kochanej osoby, słabością kolegi, który po trzech miesiącach szpitala przybył do pracy. Św. Paweł nie tylko pięknie mówił o miłości, nie tylko o niej pisał, ale nią żył. Dostrzegł obok siebie biednego niewolnika, ujął się za nim i prosił, by był przyjęty, jak on sam. Czuł znamię wypalane na czole i żelazną obręcz na szyi.