Słowo

DZIESIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA – ROK B – 6.06.2021

Grzech pierworodny był poważnym sprzeniewierzeniem woli Bożej, a w swoich skutkach objął cały rodzaj ludzki. Jednak dobry Bóg nie tylko nie odrzucił człowieka, ale już w raju zapowiedział odkupienie, którego dokonał Jego Jednorodzony Syn. To właśnie On przynosi nam zbawienie i pragnie każdemu człowiekowi dobrej woli przygotować w niebie niezniszczalny przybytek, wieczne mieszkanie.
Nie stanie się to jednak bez naszego współudziału. Stąd Chrystus zaprasza nas, abyśmy pełnili wolę Ojca, tak jak On pełnił ją całym swoim życiem.

 

PIERWSZE CZYTANIE – Rdz 3, 9-15
Obietnica odkupienia

Czytanie z Księgi Rodzaju

Gdy Adam spożył z drzewa, Pan Bóg zawołał na niego i zapytał go:
«Gdzie jesteś?» On odpowiedział:
«Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się».
Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi?
Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?»
Mężczyzna odpowiedział:
«Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem».
Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: «Dlaczego to uczyniłaś?»
Niewiasta odpowiedziała: «Wąż mnie zwiódł i zjadłam».
Wtedy Pan Bóg rzekł do węża:
«Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i dzikich;
na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę,
pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej:
ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę».

Oto słowo Boże.

 

DRUGIE CZYTANIE – 2 Kor 4, 13 – 5, 1
Nadzieja apostolskiego życia

Czytanie z Drugiego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian

Bracia:
Mamy tego samego ducha wiary, według którego napisano:
«Uwierzyłem, dlatego przemówiłem»,
my także wierzymy i dlatego mówimy,
przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa,
z Jezusem przywróci życie także nam
i stawi nas przed sobą razem z wami.
Wszystko to bowiem dla was,
ażeby łaska, obfitująca we wdzięczność wielu,
pomnażała się Bogu na chwałę.
Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu,
chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny,
to jednak ten, który jest wewnątrz,
odnawia się z dnia na dzień.
Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu
gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas,
którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne,
lecz w to, co niewidzialne.
To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.
Wiemy bowiem, że kiedy nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga,
dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie.

Oto słowo Boże.

 

EWANGELIA – Mk 3, 20-35
Szatan został pokonany

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał,
tak że nawet posilić się nie mogli.
Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać.
Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».
A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili:
«Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy».
Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach:
«Jak może Szatan wyrzucać Szatana?
Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać.
I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać.
Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony,
to nie może się ostać, lecz koniec z nim.
Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić,
jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi.
Zaprawdę, powiadam wam:
Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone.
Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu,
nigdy nie otrzyma odpuszczenia,
lecz winien jest grzechu wiecznego».
Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».
Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego,
aby Go przywołać.
A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli:
«Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie».
Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?»
I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł:
«Oto moja matka i moi bracia.
Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką».

Oto słowo Pańskie.

 

KOMENTARZ

Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże został wezwany do świadomego i dobrowolnego wybrania tych dóbr, jakie mu przygotowała dobroć Stwórcy. Odpowiedzią miało być wyrażenie zaufania i okazanie całkowitego posłuszeństwa kochającemu Bogu. Człowiek nie dał pozytywnej odpowiedzi, lecz zachwiał się w nadziei. Owszem, próbował nawet niepoważnie się usprawiedliwiać: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam”.
Niekonsekwencja człowieka nie potrafiła jednak zmienić konsekwencji Boga, który przeznaczył do życia wiecznego stworzoną przez siebie istotę rozumną. Stąd już w raju pierwsza zapowiedź odkupienia. W tej zapowiedzi jawią się dwie postacie: niewiasty i jej potomka. Wprawdzie Bóg nie podał jeszcze ich imion, ale zaznaczył to, co jest istotne: szatan, który przed chwilą odniósł zwycięstwo i zdawał się tryumfować, zostanie kiedyś pokonany przez potomka niewiasty. Słusznie tę zapowiedź nazwano „Protoewangelią”, czyli pierwszą dobrą nowiną. W ten też sposób Pan Bóg, który z miłości stworzył człowieka, w swoim nieskończonym miłosierdziu zamierza go odkupić wtedy, gdy ten przez niewierność zasłużył na potępienie.

Zwłaszcza w życiu chrześcijanina powinno się dokonywać stale przeciwstawne działanie. Z dnia na dzień nieuchronnie niszczeje w nas człowiek zewnętrzny. Takie jest bowiem prawo życia doczesnego, że od chwili narodzenia zaczynamy się zbliżać do śmierci. Widocznym tego objawem, głównie w podeszłym wieku, jest wyraźne niszczenie „zewnętrznego człowieczeństwa”. Byłoby to jednak naprawdę czymś tragicznym, gdyby temu nie towarzyszyło potęgowanie się i wzrastanie wewnętrznego człowieka, a więc tego, który świadomie nawiązał łączność z Bogiem poprzez Jezusa Chrystusa.
Stałe wewnętrzne bogacenie się jest równocześnie przygotowywaniem sobie niezniszczalnego mieszkania w niebie. Świadomość tego stanowi podstawę naszej chrześcijańskiej nadziei, która się nie zachwieje nawet w obliczu nadchodzącej śmierci.
Aby jednak tak rzeczywiście się działo, musimy być przeniknięci duchem wiary i zdobyć przy pomocy łaski to głębokie przekonanie, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam. Mając takie przekonanie, nie żałujemy wysiłku w pracy nad sobą, bo wierzymy, że dzięki temu łączymy się coraz ściślej z Chrystusem, który pierwszy poszedł do nieba, by tam przygotować nam miejsce.

Zgodnie z dawną zapowiedzią, Jezus narodzony z Maryi przyszedł na ziemię, aby zmiażdżyć głowę szatana. Ten ostatni nie chciał się od razu uznać za pokonanego. Znajduje posłuch u wielu współczesnych Jezusowi. Zamiast przeto przyjąć z radością głoszone przez Mesjasza królestwo Boże, przeciwstawiają się Mu, posądzając nawet o kontakt z szatanem albo „o odejście od zmysłów”. Stanowiło to niesłychaną zuchwałość ze strony przeciwników Chrystusa. Płynęła ona częściowo z ignorancji, ale była jednocześnie poważnie zawiniona i dlatego Chrystus mówi o nieodpuszczeniu takiego grzechu. Nazywa go „bluźnierstwem przeciw Duchowi Świętemu”, czyli jakąś niezrozumiałą zatwardziałością serca. Przeciwnicy Chrystusa byli tak zaślepieni, że nie dopuszczali do głosu nawet zdrowego rozsądku. Skoro bowiem posądzali Jezusa, że mocą szatana wyrzuca złe duchy, to tym samym dochodzili do absurdu, bo dopuszczali możliwość podziału królestwa szatańskiego. Tak więc szatan występowałby przeciw szatanowi. Ponadto mieli możność zauważyć również inne znaki mesjańskiego posłannictwa Chrystusa, ale nie dopuszczali tego do swojej świadomości. W ten sposób przeciwstawiali się oczywistej prawdzie i doprowadzali do zatwardziałości i uporu, co praktycznie uniemożliwia nawrócenie.

Dobra Nowina przyniesiona przez Chrystusa musi być przyjęta świadomie i dobrowolnie przez każdego człowieka. Trzeba też na wzór Mistrza nauczyć się pełnić w życiu codziennym wolę Ojca. W ten sposób zaciągamy jakby pokrewieństwo z Chrystusem, stając się Jego matką, siostrami i braćmi.
Mamy zatem ukazane dwie postawy człowieka. Obydwie mają odniesienie do Mesjasza. Postawa uczonych w Piśmie, odrzucająca z góry Chrystusa, musi być dla wszystkich poważnym ostrzeżeniem. Oczywiście nie od razu pojawia się taka twardość serca. Jest ona następstwem uporczywego przeciwstawiania się łasce Bożej, która w różnej formie przychodzi do człowieka, najczęściej w postaci tzw. dobrych natchnień. Człowiek zaczyna powoli schodzić coraz bardziej na własną drogę i po swojemu wszystko układać. W konsekwencji może dojść do całkowitego zerwania łączności z Bogiem.
Diametralnie różna jest postawą tych, którzy pilnie studiują Ewangelię i podejmują stały wysiłek, by zgodnie z nią układać życie. Każde zwycięstwo nad egoizmem oraz innymi wadami, każde posłuszeństwo głosowi sumienia przybliża chrześcijanina do Boga.

 

Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: „Gdzie jesteś?” (Rdz 3, 9).

1. Komentarz naukowy

Potomkowie Adama, pokolenie po pokoleniu, ciągle od nowa kryjemy się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Kryjemy się w świecie wartości, szukając w nim dla siebie alibi, z obawy przed powiewem Ducha. Bóg jednak tak łatwo nie rezygnuje z człowieka. Dał mu ten ogród nie po to, by się w nim przed Nim chował. Dał mu go jako miejsce Spotkania, nie kryjówkę. Dlatego pyta: Gdzie jesteś? Widzi go doskonale, ale tym pytaniem mówi mu, że ukrywa się w ogrodzie, miast go doglądać i uprawiać. Tym pytaniem zmusza człowieka do przyjrzenia się sobie i temu, co zrobił z własnym losem.

Człowiek więc relacjonuje to, co zobaczył w sobie. A zobaczył strach przed Bogiem. Strach zamiast poprzedniej bliskości. Strach i tęsknota: dwa bieguny wyznaczające rozpiętość jego egzystencji duchowej. Ujrzał jej rozległość – naprawdę otworzyły mu się oczy – gdy poznał dobro i zło.

Ale dlaczego przestraszył się i ukrył teraz, w tej konkretnej sytuacji? Mężczyzna mówi: przestraszyłem się, bo jestem nagi. A więc to jego osobiste, zbyt trudne, ambiwalentne aksjologicznie doświadczenie zaowocowało przestrachem. Bóg się nie zmienił. Nie zrobił niczego, co kazałoby człowiekowi się Go bać.

Torując sobie drogę do poznania dobra i zła, człowiek tym samym nieodwracalnie zmienił siebie. Nie potrafił zmienić zrębu natury – o jego kształcie zadecydował w potrójnym akcie stworzenia sam Stwórca – ale potrafił zmienić jej wyposażenie: wybrał kształt swej osobistej wolności. Odtąd – na wielorakie sposoby, często dla niego samego ledwie zauważalne – zaczął penetrować tereny zła. Co więcej, stało się to dla niego koniecznością, nieuchronnością właśnie dlatego, że taki jest sposób realizowania się jego nowej wolności. Samo poznanie, informacja o złu, jest już formą jego doświadczenia, doznania. Coś zasadniczo zmienia we wnętrzu człowieka. Nie istnieje nieinwazyjny, obojętny kontakt ze złem. Stąd też, ze świadomości – a może tylko poczucia – zawłaszczającego charakteru tego kontaktu, bierze się ten tkwiący gdzieś głęboko w naturze instynkt obawy przed Bogiem. Absurdalny, gdy zważyć na Jego nieskończoną dobroć wobec człowieka i Jego niegdysiejszą bliskość, ale logiczny i konsekwentny, gdy uznać go za przejaw owej przemiany, która dokonała się w duszy człowieka (M. Szamot, Genezis. Czy ktoś w to jeszcze wierzy?, Poznań 2020, s. 69–71).

2. Mistrzowie teologii i życia duchowego

„Zniechęcenie jest formą pychy; nasz egoizm często wywołuje w nas smutek. Jeśli pragniesz wszystkiego, czego pragnie Bóg, zawsze dostajesz dokładnie to, czego pragniesz. Kiedy chcesz czegoś innego, zanim to dostaniesz, nie jesteś szczęśliwy, a kiedy już dostaniesz to, czego chciałeś, to już tego nie chcesz. Dlatego dziś jesteś na szczycie, a jutro w dołku” (F. J. Sheen, Idź do nieba. Duchowa mapa do wieczności, Kraków 2020, s. 272).

3. Z życia wzięte

„Pewien żydowski jubiler z Nowego Jorku, którego znałem przynajmniej przez dwadzieścia pięć lat, zawsze traktował mnie bardzo życzliwie. Kiedy pytałem o cenę jakiegoś przedmiotu, odpowiadał: – Kosztowało mnie to…

Po tych słowach wertował dokumenty, aby upewnić się co do ceny zakupu. I taką właśnie cenę mi oferował. Pewnego razu wybrał się w podróż do Europy. Kiedy na statku posadzono go przy stoliku kapitana, otrzymał ode mnie depeszę: Kosztowało mnie to 7,87 dolara. Opowiadał później, że rozlał zupę, kiedy przeczytał ten telegram.

Któregoś dnia zadzwonił do mnie z pytaniem:

– Czy chciałbyś dostać dużą ilość srebrnych krzyżyków? Gdy do niego poszedłem, okazało się, że w niewielkiej brązowej torbie ma kilka tuzinów srebrnych krucyfiksów o wielkości około dziesięciu centymetrów każdy.

– Skąd je masz? – zapytałem.

– Od zakonnic. Przyniosły mi je i powiedziały, że już nie będą ich używać, bo noszenie krzyżyka separuje je od świata. Pytały, ile mogę im zapłacić za srebro. Odważyłem dla nich trzydzieści uncji srebra – powiedział jubiler, po czym zapytał: – Co się dzieje z twoim Kościołem?

– Właśnie to! – odpowiedziałem. – Pogarda dla Chrystusa i Jego krzyża, która sprawia, że Kościół przyjmuje postawę tego świata.

Te słowa stały się kanałem działania Ducha Świętego w jego duszy. Wyjaśniłem mu, że ceną zbawienia była krew Chrystusa, a on przyjął wiarę i wytrwał w niej do końca swoich dni” (F. J. Sheen, Skarb w glinianym naczyniu. Autobiografia, Kraków 2020, s. 372–373).